|
Start w III edycji biegu "Rzeźnika" poprzedziłem kilku dniowym pobytem w Wetlinie. Bieszczadzkie szlaki przemierzałem wraz z Renatą, Darkiem i Bartkiem.
Poniedziałek nasza pierwsza wycieczka prowadziła z Żubraczy przez Berdo (1041) na Hyrlatą (1103) i Rosochę (1084) do Roztok Górnych, a następnie przez Solinkę z powrotem do Żubraczy. Pogoda piękna, trasa dzika, na znacznej części bez oznaczeń (częściowo oznaczona prywatnie, ale bardzo rzadko), dobrze opisana w przewodniku. Po drodze żadnych turystów, spotkaliśmy jedynie osoby zatrudnione przy wyrębie lasu. Prawdziwe dzikie Bieszczady. Tego dnia popełniłem błąd i wybrałem się w ciężkich butach trekingowych, co zaowocowało odciskami i niemożnością biegania na dogodnych do tego odcinkach.
Wtorek to wyprawa z Wetliny przez Jawornik (1021), Rabią Skałę (1199) i Krzemieniec (1221 - Kremenaros - styk trzech granic) na Wielką Rawkę (1307). Do Wetliny wracaliśmy przez Małą Rawkę (1271) i Dział. Z uwagi na wyliczony z mapy na 12 godzin czas wycieczki wyruszyliśmy tuż po 7 rano. Pogoda była niepewna i burza, która wisiała w powietrzu dopadła nas tuż za Rabią Skałą. Na szczęście zanim się rozpadało zdążyliśmy dotrzeć do szałasu - jednego z trzech zlokalizowanych na tym szlaku.
Gdy burza już odeszła i deszcz kończył padać polaną tuż obok szałasu przeszedł kozioł sarny. Dalszą wędrówkę kontynuowaliśmy już przy poprawiającej się z godziny na godzinę pogodzie, podziwiając wyłaniające się z chmur kolejne szczyty. Z Wielkiej Rawki przyjrzeliśmy się części trasy Rzeźnika od Smerka poprzez Połoniny Wetlińską i Caryńską po metę w Ustrzykach. Widzieliśmy też rejon Tarnicy, w którym przebiega ostatni odcinek czerwonego szlaku stanowiący wariant Hard Core. Ponieważ tego dnia już wszyscy mieliśmy porządne biegowe buty i marsz przeplataliśmy truchtaniem. Trasę pokonaliśmy znacznie szybciej niż to było zaplanowane i już po 8 godzinach byliśmy w Wetlinie.
Środa mimo dobrej pogody była dniem odpoczynku, który wykorzystaliśmy na zwiedzanie Leska, spokojnego i pięknie położonego miasteczka. Największe wrażenie zrobiła na mnie Synagoga i Kirkut oczyszczany z chaszczy i odrestaurowywany przez młodych wolontariuszy.
Czwartek, to ostatni przed Rzeźnikiem marszobieg. Trasa krótka żółtym szlakiem z Wetliny na Przełęcz Orłowicza (1075). Dalej szlakiem czerwonym przez Połoninę Wetlińską. Przechodząc przez Osadzki Wierch (1253) spotkaliśmy grupę studentów geografii wykonujących zadania z geologii. Od Chatki Puchatka zeszliśmy żółtym i czarnym szlakiem do szosy, a dalej 4km truchtem do Wetliny. Pogoda była dobra, choć chmury tylko z rzadka pozwalały podziwiać widoki. Po drodze w rejonie campingu BdPN "Górna Wetlina" widzieliśmy stado koni i kozy, a poniżej nabyliśmy sery produkowane z mleka kóz i owiec pasionych na Bieszczadzkich łąkach.
Piątek już w nocy przywitał nas ulewą i burzami. W planie i tak był to dzień odpoczynku, z założonym dłuższym spaniem. Później się rozpogodziło, a dzień okazał się bardzo szczęśliwy - Bartek dowiedział się, że został przyjęty do wybranej przez siebie klasy teleinformatycznej w Technikum Łączności. Martwiłem się tylko trochę, że po tych deszczach zrobi się w górach ślisko.
Wieczorem pojechaliśmy do Michowej Woli, gdzie zlokalizowane było biuro zawodów i nocleg. Gdy dojechałem Bogdan już był i zdążył odebrać dla nas numery. Zapisy szły sprawnie, a bracia Bienieccy wraz całym "Rzeźnickim" zespołem organizacyjnym uwijali się jak w ukropie. Na miejscu z Lechitów był też Grzegorz Radomski, biegł w drużynie z kolegą, który na ten bieg przyjechał specjalnie z Angli. Spotkałem wielu znajomych, ale trudno wymienić wszystkich - w sumie zgłosiło się ponad sto osób. Wkrótce dojechał też KrzysiekP, z którym często przemierzam Południowo-Praskie i Marysińskie ścieżki biegowe, wraz z Zetem, z którym tworzyli drużynę "ENTRE.PL-SBBP.PL Team". Znając ich obu i wiedząc, co nieco o tym jak trenowaliby się do tego biegu przygotować stawiałem ich w gronie faworytów, z resztą nie tylko ja - organizatorzy zarezerwowali dla ich drużyny pierwszy numer.
Odprawa, pasta-party i zakwaterowanie, w czteroosobowym pokoju z Zetem, Krzyśkiem i Bartkiem, który postanowił robić zdjęcia i obserwować bieg od początku do końca. Renata z Darkiem wrócili na noc do Wetliny. Położyliśmy się trochę po 22:00, ale skrzypiące podłogi i dudniące schody nie pozwalały od razu zasnąć. Cóż, dla innych mieszkańców to była wczesna pora, nam na sen pozostało niewiele ponad trzy godziny. W nocy za oknem pojawił się szum, który z pewnością nie był szumem potoku. Znów zaczęło padać.
|