"Tytuł brzmi ładnie" - pomyślałem jadąc przez Szczebrzeszyn na start drugiego etapu XXIV Czteroetapowego Biegu Pokoju Pamięci Dzieci Zamojszczyzny. Tylko na ile prawdziwy? To raczej bieganie z podróżami w tle, bo to bieganie jest celem. Start w zawodach, emocje, walka - to zawsze jest na pierwszym planie. Podróże są dopełnieniem, są niejako przy okazji.
Po moim udanym starcie w Mistrzostwach Polski otrzymałem powołanie do reprezentacji na Mistrzostwa Świata.To było jak sen. Będąc nastolatkiem, jak wielu marzyłem by stać się reprezentantem, ale moim największym osiągnięciem był udział w reprezentacji szkoły w sztafecie 4x400m. Zresztą bieganie nie było moim ulubionym sportem, zdecydowanie wolałem grać w piłkę. Gdy po latach zacząłem biegać nawet przez myśl mi nie przeszło, że może mnie spotkać taka przygoda.
Pod koniec poprzedniego sezonu postawiłem przed sobą dwa cele - złamanie 3 godzin w maratonie i 10 godzin na 100km. Do realizacji pierwszego zabrakło mi trochę ponad 9 minut, drugi zrealizowałem ze sporym zapasem.
Start w III edycji biegu "Rzeźnika" poprzedziłem kilku dniowym pobytem w Wetlinie. Bieszczadzkie szlaki przemierzałem wraz z Renatą, Darkiem i Bartkiem.
Nadszedł długo wyczekiwany dzień. Na lotnisku spotykam Andrzeja i Leszka. Lecimy razem. Samolot spokojnie wychodzi nad chmury, wpatrzony w okno myślę o tym co mnie czeka. Lata marzeń, nieśmiałych myśli, aż w końcu jasno postawiony cel SPARTATHLON. Gdy przebiegłem w 2006 roku Kaliską Setkę w czasie 9:35 ktoś mi powiedział, że minimum na Spartathlon to 100km w 10 i pół godziny.
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce żył sobie spokojnie przeciętny facet. Nazwijmy go panem K. Sytuację miał stabilną i uporządkowaną, kochającą żonę, nastoletnie dzieci, dobrą pracę, przyjaciół z którymi od czasu do czasu wyjeżdżał w góry. Nic nie wskazywało na to, że nadejdą ciężkie czasy. Właśnie przekroczył czterdziestkę i 100kg wagi, gdy los go rzucił na studia...
W zeszłym roku nie startowałem w Maratonie Warszawskim, z uwagi na kolidujące terminy wybrałem bardziej dla mnie egzotyczny maraton w Austriackiej Dolinie Wachau.
Gdy tylko pojawiła się informacja o zorganizowaniu tego maratonu wiedziałem, że muszę tam być. Góry i bieganie to dwie moje wielkie pasje. Z uwagi na odbywający się dwa tygodnie później "III Bieg Rzeźnika" postanowiłem potraktować ten maraton jako ostatnie długie wybieganie.