I Visegrad Maraton

Gdy tylko pojawiła się informacja o zorganizowaniu tego maratonu wiedziałem, że muszę tam być. Góry i bieganie to dwie moje wielkie pasje. Z uwagi na odbywający się dwa tygodnie później „III Bieg Rzeźnika” postanowiłem potraktować ten maraton jako ostatnie długie wybieganie.

zd00Do Rytra dotarłem w sobotę koło południa wraz ze sporą grupą znajomych biegaczy. Po wyjściu ze stacji udaliśmy się w stronę mety, skąd odjeżdżały busy do biura zawodów zlokalizowanego w miejscowości Vyžne Ružbachy. Po przejściu kilkuset metrów wypatrzyliśmy na chodniku napis „40km”, tuż za nim skręciliśmy w prawo, by po przejściu przez tory idąc cały czas pod górę dotrzeć do „Perły Południa”, gdzie czekał na nas bus.

Wyžne Ružbachy - hotel Krater, biuro zawodów
Wyžne Ružbachy – hotel Krater, biuro zawodów

To podejście dało nam nieco wyobrażenia o tym co nas czeka, jednak dopiero przejazd trasą maratonu uświadomił nam ogrom wyzwania – ale też piękno rejonu w którym przyjdzie nam biegać. Przez chwilę widzieliśmy wyniosłe, ośnieżone szczyty Tatr.

Bus dowiózł nas do Hotelu Krater w Vyžnych Ružbachach, gdzie było zlokalizowane biuro zawodów i część noclegów. Polsko-Słowacka obsługa biura działała szybko i sprawnie, załatwiliśmy formalności, otrzymaliśmy pakiet startowy z koszulką i zakwaterowanie. Wkrótce wraz z Pitem i Sebstisem rozlokowałem się w trzy osobowym pokoju z łazienką oraz balkonem z widokiem na miasteczko.

Wyžne Ružbachy - po południu zebrały się chmury i nadciągnęła burza
Wyžne Ružbachy – po południu zebrały się chmury i nadciągnęła burza

Było duszno i parno, zbierały się chmury i słychać było pomruki nadciągającej burzy. Postanowiliśmy coś zjeść i wypić jakiś izotonik. Część z nas – ja również liczyła, że będzie można kupować za złotówki. Niestety znalezienie lokalu, w którym to było możliwe zajęło nam trochę czasu, ale udało się nam to w chwili gdy zaczynało kropić. Po chwili zrobiło się ciemno i rozpętała się potężna burza z gradem i piorunami. Siedzieliśmy na tarasie, podziwiając przepiękne błyskawice. Mieliśmy dużo szczęścia, bo udało nam się jeszcze zjeść coś ciepłego. Jeden piorunów pozbawił Vyžne Ružbachy prądu na kilka godzin.

Wyžne Ružbachy - naturalny krater wypełniony ciepłą wodą (podobno 19°)
Wyžne Ružbachy – naturalny krater wypełniony ciepłą wodą (podobno 19°)

Po burzy zrobiło się rześko i przyjemnie. Wreszcie było czym oddychać. Obejrzeliśmy naturalny krater z ciepłą wodą (19°C) i wróciliśmy do hotelu. W restauracji panował romantyczny nastrój – popijaliśmy „izotonik” siedząc w blasku świec. Później pojawił się prąd i uroczyste otwarcie zawodów oraz pasta-party, na której serwowano dwa rodzaje makaronu odbyły się bez zakłóceń.

Niedzielny poranek przywitał nas śpiewem ptaków i piękną słoneczną pogodą. Bezchmurne niebo i unoszące się nad stokami mgły mówiły, że nie będzie łatwo.

Podolinec - rynek, start honorowy
Podolinec – rynek, start honorowy

Autobusy przewiozły nas na stadion w Podolińcu, gdzie były szatnie i możliwość przekazywania odżywek na punkty. Następnie przeszliśmy podziwiając mury obronne i senne ulice miasteczka, przeszliśmy na rynek. W cieniu budynków, rozciągaliśmy się spokojnie w oczekiwaniu na rozpoczęcie i start honorowy. Słońce prażyło coraz mocnej, ale pojawiła się nadzieja w postaci nielicznych obłoczków.

Podolinec - peleton po starcie honorowym
Podolinec – peleton po starcie honorowym

Przedstawienie organizatorów, zasad obowiązujących na trasie i pamiątkowe zdjęcia wypełniły czas oczekiwania. Strzał startera i spokojnie ruszyliśmy by przebiec ok. kilometra kolorowymi uliczkami Podoliňca na miejsce startu ostrego na skraju miasta.

na trasie
na trasie

Punktualnie o godzinie 10 nastąpił start i zaczął się maraton. Najpierw trasa prowadziła lekko z górki. Ruszyłem spokojnie, przynajmniej tak mi się wydawało – pierwszy kilometr 4:20 – zwolniłem. Biegliśmy dość zwartą grupą. Lekki podbieg, i zbieg. Kolejna miejscowość Nižné Ružbachy. Na trasie sporo kibiców. Peleton pomału się rozciąga. Zauważyłem, że kierowcy którym na pewno pokrzyżowaliśmy nieco plany też nas dopingują i nawet pozdrawiają, z czymś takim nie spotkałem się na maratonach miejskich.

dolina Popradu
dolina Popradu

Z prawej piękna dolina Popradu. Pokonujemy niewielkie wzniesienie. Mijamy Hniezdne. Zachwyca mnie koloryt i architektura spiskich miejscowości. Mijam kolejne punkty odświeżania, przy których uwijają się wolontariusze – kolorowo poubierane i uśmiechnięte dziewczyny, chłopcy rywalizujący miedzy sobą o to kto poda więcej napojów i dorośli nadzorujący pracę młodzieży. Przy punktach gromadzą się też kibice. Słońce przygrzewa, ale na szczęście chmur przybywa.

Hniezdne - punkt odżywczy
Hniezdne – punkt odżywczy

Kolejny punkt – niemal mechanicznie powtarzam wypracowany już rytuał – przy pierwszym stoliku izotonik, przy następnym woda, potem mijam odżywki własne i zatrzymuje się przy ostatnim by zanurzyć kapelusz w misce z wodą. Jestem wdzięczny organizatorom za pomysł rozlokowania punktów co 2,5km.

Stara Ľubovňa - skręt na Vabec, z lewej w oddali zamek
Stara Ľubovňa – skręt na Vabec, z lewej w oddali zamek

Dolina robi się szeroka. Przede mną długa prosta. W oddali widzę pasmo gór, poniżej kolejna, dość duża miejscowość – Stará Ľubowňa. Po prawej widać duży zakład produkcyjny. Biegniemy już prawie pojedynczo. Pasmo gór rośnie w oczach. Na stoku coraz wyraźniej widać górujący nad miastem zamek. Ruch samochodowy robi się większy, ale policja czuwa nad naszym bezpieczeństwem. Mijamy fabrykę i dobiegamy na skraj miasta, by po chwili skręcić w lewo w drogę prowadzącą w stronę granicy. Niebo zaciągnęło się nieco chmurami, słońce już nie pali, ale robi się duszno.

Zbieg, znacznie dłuższy od podbiegu chyba wszystkim mocno dał się we znaki
Zbieg, znacznie dłuższy od podbiegu chyba wszystkim mocno dał się we znaki

Przed nami Vabec 743m npm. Zaczyna się najdłuższy podbieg – 4km długości i 250m w pionie. Biegnę, Mijam wysypisko śmieci i oglądam się do tyłu, po prawej na wysypiskiem góruje zamek. Chwilami przechodzę w marsz, nie mam przekonania czy potrzebnie, ale tak sobie założyłem. Marsz jest nieco wymuszony, nie jest aż tak stromo bym czuł taka potrzebę. Teraz z perspektywy czasu myślę, że można było cały czas biec. Po lewej na stoku widzę skałkę, wygląda dość niezwykle – samotna, jakby zagubiona, ciekawe jaka z nią związana jest legenda. Takie samotne skałki zawsze pobudzają wyobraźnię.

Hraničné - cerkiew
Hraničné – cerkiew

Na punktach pojawiają się banany – znów jestem wdzięczny organizatorom – jak to dobrze, że nie wyznają teorii iż dożywianie na trasie maratonu jest niecelowe. Robi się mniej stromo i szosa zaczyna schodzić w dół. Teraz przede mną chyba najtrudniejszy odcinek – na 10km 350m w dół. Niby średnie nachylenie to tylko 4%, ale trasa nie jest równa, po drodze są górki i dołki, co jakiś czas pojawiają się podbiegi i bardziej strome zbiegi. Nogi niosą w dół, ale kolana czują obciążenie.

Kremná – następna malownicza miejscowość. Mijam połówkę. Kibice zgromadzeni przy trasie, grupki dzieciaków wyciągających ręce do „przybicia piątki”. Hraničné – kolejny punkt – izotonik, woda, miska, banan i w drogę. Z prawej słyszę kibiców, oglądam się i widzę piękną drewnianą cerkiew. Nie wiele zabrakło, a bym ją przegapił. Zatrzymuję się by zrobić zdjęcie, co spotyka się z ogromnym uznaniem kibiców – słyszę okrzyki i brawa. Niestety cerkiew jest pod słońce i zdjęcia nie wyszły najlepiej.

Mnišek n. Popradom - przejście graniczne
Mnišek n. Popradom – przejście graniczne

Biegnę. Droga prowadzi coraz głębiej w dolinę. Robi się bardziej płasko. Kolejna miejscowość to Mnišek nad Popradom – przejście graniczna. Odprawa uproszczona do minimum – żołnierze z uśmiechem pokazują mi drogę.

Dolina Popradu
Dolina Popradu

Pamiętam z przejazdu busem, że teraz przede mną niebezpieczny odcinek. Droga kręta i wąska ze względu na obrywy – chwilami tylko jeden pas. Trzeba uważać. Biegnę bez problemów, nawet nie przyszło mi do głowy, że można tak znakomicie zabezpieczyć trasę. Przy każdym zakręcie lub przewężeniu strażacy lub żołnierze, sterują ruchem, przekazują informacje o biegnących. Wiem, że jest bezpiecznie. Zbiegam w dół. Widzę tory kolejowe i Poprad. Dolina robi się szersza.

Piwniczna Zdrój
Piwniczna Zdrój

Piwniczna Zdrój, podbieg na rynek, spora grupa kibiców i znowu w dół. Po naszej stronie punkty odświeżania pod opieką strażaków. Z daleka widzę czerwony wóz strażacki. Wypijam wodę – mineralna, naturalnie gazowana, jakoś bardzo mnie odświeża, więc biorę drugi kubek. Kolejny raz napełniam kapelusz wodą w misce do moczenia gąbek i zakładam go na głowę. Strugi wody płyną po plecach, znów robi się przyjemnie i tak wyschnę do następnego punktu. Jest pochmurno słońce wygląda od czasu do czasu. Teraz jest prawie płasko. Mijam Młodów, droga znów blisko Popradu.

droga do Rytra
droga do Rytra

Podbieg, pamiętam – przedostatni. Pod koniec podbiegu po prawej stronie drogi wypatrzyłem tabliczkę z napisem Rytro. Od razu zrobiło się lżej. Droga schodzi w dół, mijam wiadukt i stację kolejową oraz tabliczkę z napisem 40km. Teraz przede mną już znajomy odcinek, w każdym razie tak mi się wydawało, bo za zakrętem pełne zaskoczenie – trasa opuszcza ulicę. Wbiegam na krosowy odcinek wyznaczony taśmami, które prowadzą mnie pod wiadukt kolejowy. No tak, w ten sposób organizatorzy poradzili sobie z problemem przejazdu kolejowego.

Rytro - zakręt w lewo i ostatni podbieg do mety
Rytro – zakręt w lewo i ostatni podbieg do mety

Po chwili wracam na ulicę i pnę się do góry. Na ostatnich 2km trzeba podbiec 75m. Biegnę, udaje mi się jeszcze kogoś wyprzedzić. 41 km. Jeszcze kilkaset metrów. Z daleka widzę tłum i bramę mety. Dobiega mnie głos spikera. Wyciągam aparat, robię ostatnie zdjęcie. Wpadam pomiędzy szpaler kibiców, słyszę doping. Jeszcze parę metrów. Mijam metę. Podchodzi dziewczyna z medalem – to najpiękniejsze chwile na maratonie. Druga pyta mnie o samopoczucie i chce zaprowadzić na masaż.

Zostaję przy mecie. Pojawiają się kolejni biegacze. Wypijam wodę, muszę ochłonąć. „Zaplecze” mety jest zorganizowane na terenie kompleksu hotelowego „Perła Południa”. Warunki są znakomite, duży teren, prysznice, basen, kawiarnia. Zakończenie odbywa się na dużej polanie. Na żywo grają zespoły młodzieżowe, odbywają się pokazy modeli latających. Zjadam posiłek, oglądam dekorację zwycięzców. Na bieżąco drukowane są listy zawodników. Nie czekamy na dalsze dekoracje i ok. 16 wyjeżdżam do domu .

Rytro - meta
Rytro – meta

Impreza była naprawdę znakomita i perfekcyjnie przygotowana. Bardzo podobała mi się atmosfera na trasie, fantastyczna obsługa na punktach i mecie. Duże wrażenie wywarło na mnie ogromne zaangażowanie organizatorów, którzy nie tylko wiedzieli co jest potrzebne biegaczom, ale potrafili to też zapewnić. Zgodnie z założeniem pobiegłem wolno i spokojnie robiąc zdjęcia i podziwiając panoramy, fantastyczne szczególnie po Słowackiej stronie – 70% trasy to Słowacja. Za rok muszę tam wrócić i poprawić tegoroczny czas 3:54:34, jestem bardzo ciekaw ile uda się z tego urwać.

Organizatorzy na stronie maratonu już zapraszają na II Visegrad Maraton, a ja ze swojej strony chciałbym im bardzo podziękować, za trud i zapał w zorganizowaniu tegorocznej edycji i życzyć, aby w przyszłym roku wszystko wyszło równie dobrze.