Gerlach, odzyskane marzenia

Na urlop jak zwykle od kilku lat pojechałem w sierpniu z rodziną do Poronina. Znaczna redukcja wagi, spadła już do 75 kg. Bez problemu dotrzymywałem kroku synowi. Chodziło nam się razem świetnie. Poza tym zacząłem biegać po Podhalu. W tedy po raz pierwszy przebiegłem 16 km pętlę z Poronina przez Grapę i Gliczarów do Bukowiny. Wracałem przez Stasikówkę.

Pętla biegowa dookoła Zakopanego.

Ponieważ przygotowywałem się do maratonu zrobiłem też długie 32 km wybieganie, ze sporą sumą przewyższeń, ponad 750 m. Zacząłem drogą na Ząb by wbiec na Gubałówkę. Więcej w tym było podchodzenia. Grzbietem na Butorowy Wierch biegło mi się całkiem dobrze. Zbieg do Kir przez Kościelisko okazał się trudnym wyzwaniem. Wcale nie jest łatwo zbiegać, gdy nogi niosą, a nie potrafią. Ścieżkę pod Reglami znałem dość dobrze z wycieczek po górach. Mimo podchodzenia, w niektórych miejscach odcinki między dolinami mijały dość szybko. Skocznie, Rondo i powrót drogą przez Olczę po blisko 4 godzinach wróciłem do Poronina.

Masyw Gerlacha, z prawej w dole Śląski Dom
Masyw Gerlacha, z prawej w dole Śląski Dom

Dzięki dobrej kondycji udało mi się zrealizować jeszcze jedno bardzo stare marzenie. Razem z synem zdobyłem Gerlach, najwyższy szczyt moich ukochanych Tatr. Naszym przewodnikiem był znakomity Taternik i Himalaista Maciej Berbeka. Wyjechaliśmy o świcie, by wcześnie rano dotrzeć do Śląskiego Domu.

Wielicka Siklawa
Wielicka Siklawa

Dalej szliśmy malowniczą, rozkwieconą Doliną Wielicką. Szlak prowadził wzdłuż Wielkiego Stawu, wspiąć obok Wielickiej Siklawy na taras doliny zwany Wielickim Ogrodem. Pogoda była znakomita. Słońce wschodziło nad góry. Bezwietrznie. Szlak prowadził dalej w głąb doliny by wspiąć się na Polski Grzebień. Tu zeszliśmy ze szlaku, Krętą percią przez kamieniste murawy i piargi dotrzeć do Wielickiego Żlebu spadającego z Przełączki nad Kotłem. Dotarliśmy do ścian masywu Gerlacha.

Przed nami zielonkawa ścianka Wielickiej Próby. Maciej zabezpieczył nas liną i rozpoczęliśmy wspinaczkę. Po pokonaniu kilkunastometrowej ściany w dość dużej ekspozycji wyszliśmy na skalisty stok. Szliśmy spokojnie bez pośpiechu.

Bartek z Maciejem Berbeką
Bartek z Maciejem Berbeką

Na odpoczynkach Maciej opowiadał nam o swoich wyprawach. Manaslu, Czo Oju, Annapurnie. O Himalajach, Karakorum, Alpach. Mówił niezwykle ciekawie. Czuliśmy się jak na dalekiej wyprawie. Minąwszy Przełączkę nad Kotłem zeszliśmy nieco w Gerlachowski Kocioł. Trawersując Karby przekraczamy kilka skalnych żeber by wejść na Przełączkę pod Małym Gerlachem. Za przełączką wyłonił się widok na główny szczyt Gerlachu.

Dalej krętym trawersem przez żebra dotarliśmy do Batyżowieckiego Żlebu. Na szczyt wspinamy się stromą skalną rynną. Gerlach 2655 m n.p.m. Najwyższy szczyt tatr i całych Karpat. Masyw Gerlacha jest piękny, majestatyczny. Dotąd podziwiałem go z różnych szlaków. Teraz ze szczytu mogłem podziwiać całe Tatry. Niesamowicie jest patrzeć na wszystko z góry. Pogoda znakomita, niewielkie obłoki płyną wysoko. Nic nie przesłania szczytów.

Na drugim planie Gerlach - wierzchołek i rynna prowadząca na szczyt
Na drugim planie Gerlach – wierzchołek i rynna prowadząca na szczyt

Schodzimy percią po skale i piargu stokiem Batyżowieckiego Żlebu. Pokonujemy 6 metrową ściankę Batyżowiecką Próbę. Dalej po piargach i murawach schodzimy w Batyżowiecką Doliną nad Batyżowiecki Staw.

Zejście w Dolinę Batyżowiecką
Zejście w Dolinę Batyżowiecką

Ostatni odpoczynek i schodzimy dalej „Magistralą” do Śląskiego Domu. Wracamy. To jedna z takich przygód, której nie da się powtórzyć. Maćka już nie ma wśród nas. Znałem go tylko przez kilka godzin, ale nigdy nie zapomnę.

Urlop skończyłem tak jak zacząłem, biegową pętlą przez Bukowinę, ale za to w przeciwnym kierunku.

Batyżowiecki Staw
Batyżowiecki Staw

zdjęcia, na których jestem robił Maciej Berbeka