Ultra Rzeźnik 2017

DNF

Krótki, jednoznaczny komunikat. Porażka. Czy w takiej sytuacji warto pisać. Nie ukończyłem Ultra Rzeźnika 160, ani nawet 140. Jednak po nabraniu dystansu, z perspektywy czasu doszedłem do wniosku, że te 133 kilometry, które pokonałem warte są opisania.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Julita Chudko Photography

Dawno nie byłem w Bieszczadach. Poprzednio w 2013 biegłem z Basią z okazji 10 edycji Rzeźnika. To był mój siódmy. Przez te lata Rzeźnik się rozrósł i choć stracił swoją klasyczną trasę nie stracił fanów, ani swojej wyjątkowej atmosfery. W Cisnej jest obecnie organizowany festiwal biegowy w ramach którego naprawdę każdy miłośnik biegów górskich znajdzie coś dla siebie. Festiwal zaczynał się w sobotę 10 czerwca od tajemniczego biegu “Rzeźnik Enigma”. W niedzielę klasyczny Rzeźnik parami na dystansie 80 km ze startem przed świtem w Komańczy i wersją HardCore. Dla miłośników krótszych dystansów tego samego dnia odbywa się Rzeźniczek Intro (28 km). Kolejne trzy dni to trójetapowy Rzeźnik na Raty. We środę dla miłośników biegów alpejskich jest organizowany trójetapowy bieg 3xHON. W piątek od północy jest rozgrywany cały cykl biegów Bieg Rzeźnika Ultra 140/160 oraz Nocny Maraton Rzeźnika będący zarazem pierwszą częścią Dwumaratonu Rzeźnika. Rano startują z Polańczyka Bieg Rzeźnika Ultra 100 oraz Dzienny Maraton Rzeźnika będący zarazem drugą częścią Dwumaratonu Rzeźnika. Imprezę tradycyjnie kończy Rzeźniczek. Dla najmłodszych organizowane są też biegi na krótkich dystansach pod wspólna nazwą Rzeźniczątko. Wybór jest naprawdę duży. W tym roku postanowiłem spróbować swoich sił na najdłuższym dystansie 160 km. 

Mirek przed startem
Mirek przed startem – zdjęcie UltraLovers – Jacek Deneka

Dzięki pomocy Mirka miałem zapewnione noclegi i transport. Do Cisnej pojechałem z Piotrem we środę. Jechaliśmy spokojnie bez pośpiechu robiąc od czasu do czasu przerwy, dzięki czemu podróż mnie nie zmęczyła. Nocleg miałem w szkole na sali w towarzystwie wolontariuszy. Spałem dość dobrze. Przed rano zostałem sam, bo wolontariusze mieli sporo roboty by przygotować nasze biegi. Patrząc z perspektywy czasu i doświadczeń z samego biegu widzę jak ogromne to jest przedsięwzięcie. Niesamowici są ludzie, którzy podejmują się organizacji takich wyzwań. Logistycznie trudne do wyobrażenia wyzwanie. Widać, że organizatorzy mają już na koncie kilkanaście lat doświadczeń.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Bieg Rzeźnika

Leżałem, czytałem, odpoczywałem. Około 14 poszedłem odebrać pakiet. Na expo kupiłem 1,5 litrowy bukłak. Doświadczenie z Chojnika, pokazało, że na niektórych odcinkach dwa półlitrowe softflaski mogą nie starczyć. Na obiad wybrałem pierogi z bryndzą. Wracając zrobiłem zakupy spożywcze i poszedłem dalej leniuchować. Trochę udało mi się nawet pospać. Koło 22 zacząłem się szykować. Na start dotarłem ok 23:30. Było przyjemnie chłodno. Emocje rosły. Ruszyliśmy spokojnie prowadzeni przez pilota. Jest noc, jeszcze nie trzeba zapalać czołówki. Latarnie dają sporo światła. Biegniemy do Dołżycy. Słyszę jak komuś Endomondo podaje pierwszy kilometr. Czas odcinka 5:20. Szybko. Jest płasko i twarda nawierzchnia. Można biec. Kolejne kilometry. Przebiegamy przez most nad Solinką. Droga zaczyna się piąć. Samochody towarzyszą nam dokąd się da. Hałas przepłoszy niedźwiedzie. Niedźwiedź unika ludzi, ale w nocy, zaskoczony na szlaku, wystraszony, może być niebezpieczny. Musimy hałasować.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie UltraLovers – Jacek Deneka

Droga się kończy. Schodzimy na szlak przy dźwięku kontrabasów. Odpływamy w noc. Łagodnie trawersujemy stok. Łopienka 10 km i pierwszy punkt z wodą i colą. Wyciągam kubeczek, biorę colę i w drogę. Kawałek przez wieś i w górę. Znów zanurzamy się w las. Łagodne podbiegi, zbiegi. Czołówka sprawuje się świetnie, a profil trasy zdecydowanie mi odpowiada. Radziejowa. 21 kilometr, 3 godziny w trasie. Wolontariusze dwoją się i troją. Proszę Kasię, którą poznałem we środę by mi uzupełniła softfalski, a sam popijam colę. Przegryzam garść rodzynek. Chwila oddechu i dalej. Łąki, Las. Pomału się budzi dzień. Ptaki wszczynają swój koncert. Uwielbiam tę chwilę.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Julita Chudko Photography

Ten niesamowity koncert jakiego można wysłuchać tylko o świcie, tylko z daleka od domu. Bereźnica Wyżnia. 29 km. Woda i cola. Kolejna górka, Leśne dukty. Krótki odcinek. Jest już zupełnie jasno. Zbiegam do Polańczyka. Przed punktem brama. To meta nocnego maratonu. 5 godzin 15 minut. Świetny czas. Trasa mi bardzo pasuje. Na punkcie Monia, kolejna znajoma twarz. Uzupełniam izo, popijam colę. Zbiegam. Wolontariusz kieruje mnie przez drzwi do Hotelu Skalny i w górę po schodach. Nieco zdziwiony wchodzę do wielkiej sali. Pod ścianą stoły zastawione jedzeniem. Wspaniałe śniadanie. Jakbym się znalazł na innej imprezie. Jakieś wakacje z “all inclusive”. Biorę talerz. Nakładam jajecznicę, parówkę i kromkę świeżego chleba. Siadam przy stoliku. Zaczynam zazdrościć maratończykom. Oni tu mają metę. Półmiski wędlin. Wykwintne sery. jest tego mnóstwo. No cóż… Ciężko, ale się zbieram. I tak spędziłem dużo czasu. Ruszam.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie UltraLovers – Jacek Deneka

Kawałek biegnę przez wieś, by skręcić na ścieżkę wzdłuż zalewu. To wchodzi na stok, to zbiega nad brzeg. To bardzo fajny odcinek. Co jakiś czas otwiera się widok na zalew. Wstaje cudowny dzień. Czuję, że będzie gorąco. Solina. Rząd straganów. Zapora. Stąd to dopiero jest widok. Wysokość robi wrażenie.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Piotr Silniewicz – Silne Studio

Wbiegamy w las i na kolejne wzniesienia. Polan i wieś. Punkt w Teleśnicy Oszwarowej. 53 km. Biegniemy wokół zalewu. Polana kolejny punkt. 56 km 8:56. Świetny czas. Bardzo pasuje mi ta trasa. Uzupełniam płyny. Pojadam pieczone ziemniaki. Czuję, że stopy mnie pobolewają w miejscu gdzie język naciska na nogę. Jakbym za ciasno zawiązał buty. Zwłaszcza prawa daje się we znaki. Luzuje sznurówki. Jest już gorąco. Teraz przyda się bukłak. Wbiegam szeroką szutrowa drogą na Otryt. Przy drodze znak “Uwaga niedźwiedzie”. Wprawdzie od Polańczyka znacznie zmniejszyła się ilość biegnących, to jednak na szczęście cały czas mam towarzystwo. Jak to na biegu jedni szybciej podchodzą, inni zbiegają. Ciągle się mijamy i choć lubię samotność to jednak w grupie jest raźniej. Gubię na chwilę trasę. Zawracam. Szukam znaków. Biegnę. Znowu się gubię. Ten odcinek jakoś mi nie służy. Pomiar czasu na 77 km – 11:01 sporo straciłem. Trudno. Liczy się tylko to co przede mną.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Julita Chudko Photography

Droga się wije wzdłuż rzeki. Kolejny punkt – nad Sanem. Prawa noga dokucza coraz bardziej. Poprawiam buty. Wyplątuje sznurowadło z ostatnich dziurek. Ruszam. 99 km 14:12. Tempo znów dobre. Biegniemy. Robi się parno. Chmury robią się ciężkie. Punkt w Górzance 112 km. Uśmiechem wita mnie Kasia. Woda, cola i w drogę. Pętla zamknięta. Wracamy na szlak w stronę Cisnej. Rano nim biegliśmy w przeciwną stronę. Teraz wygląda zupełnie inaczej. Leśne dukty. Odkryte grzbiety. Piękne widoki.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Julita Chudko Photography

Zrywa się wiatr. W oddali słychać pomruk burzy. W dół do dolinki. Mostek nad potokiem i w górę na szeroki grzbiet. Punkt 122 km, miejsce po Wsi Radziejowa. Tu też jest Kasia. Jak ona to robi. Tutaj mam przepak. Zmieniam koszulkę. Uzupełniam żele. Przegryzam pieczone ziemniaki popijając colą. Niestety nie mieli zsiadłego mleka. Tempo niestety mocno spadło. Noga się daje we znaki. Robi się chłodno. Zakładam długi rękaw. Wybiegam. Szybko się rozgrzałem i ściągam. Po drodze spotykam Jacka. Robi nam zdjęcia z nadciągającą burzą w tle. Mijamy wypalarnię węgla drzewnego, rano było tu tak pięknie, słonecznie. Biegnę długą drogą wzdłuż potoku. Zaczyna kropić. Pierwszy deszcz jest lekki i krótki. Nie wyciągałem kurtki. Widzę po prawej nadciągającą chmurę. Jest ciężka, ołowiana. Od czasu do czasu słychać grzmoty. Tracę nadzieję, że przejdzie bokiem.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie IECO Rafał Bielawa

Zaczyna padać. Zakładam kurtkę. Opad się robi naprawdę solidny. Z minuty na minutę leśne dukty zmieniają się w potoki. W górę daję radę, ale w dół robi się kiepsko. Każde poślizgnięcie, źle postawiona noga sprawiają przeszywający ból. Nie jestem w stanie biec. Idę dość wolno, a to z kolei powoduje, że zaczynam marznąć. Jest mokro i zimno. W lesie robi się ciemno. Zaczyna mnie trząść. Kolejni zawodnicy mnie wyprzedzają. Wyciągam czołówkę. Myślę już tylko by dotrzeć do punktu. Ostatnie zejście po śliskiej trawie staje się sporym wyzwaniem. Łopienka, punkt 133. Ciepła herbata. Ktoś okrywa mnie folią. Mówię, że kończę. Muszę zejść. Z tą nogą w tych warunkach 10 km to zbyt duże wyzwanie. Myślałem, by ukończyć choć 140 km, ale ostatnie zejście przekonało mnie, że to nie ma sensu. Ciężko jest podjąć decyzje, której się od razu żałuje. Wsiadam do samochodu, akurat ktoś zjeżdża na metę. Jest ciepło, przyjemnie. Tylko to uczucie porażki. Gorzka pigułka. DNF. Jeszcze w drodze myślałem tylko o jednym. Za rok muszę tu wrócić. Dokończyć dzieła. Zostawić swój ślad w Bieszczadach.

Ultra Rzeźnik 2017
zdjęcie Julita Chudko Photography

Swoje zmagania zakończyłem w czasie 21:18:08. Tak mało zabrakło, a tak dużo. Bieg na dystansie 160 km ukończyło 8 osób, a 140 km – 39. Wystartowały 102 osoby. To był naprawdę trudny bieg. Ogromne podziękowania dla organizatorów, wolontariuszy i fotografów za waszą ciężką i pełną poświęcenia pracę. Widziałem jak bardzo byliście zmęczeni, gdy ja miałem przed sobą wygodną podróż do domu, a Wy jeszcze wiele godzin sprzątania i zwijania sprzętu. Dziękuję. Na koniec chcę podziękować Mirkowi i Piotrowi za pomoc w logistycznym ogarnięciu wyjazdu.

zdjęcie nagłówkowe UltraLovers – Jacek Deneka