Malbork zdobyty

W zeszłym roku przez chorobę nie mogłem wystartować w triathlonie Bydgoszcz-Borówno i przez to zbyt wcześnie skończyłem triathlonowy sezon. Postanowiłem, że w tym roku, nie popełnię tego błędu i zaplanuję sobie start rezerwowy. Z uwagi na dogodny termin, w dwa tygodnie po Bydgoszczy wybrałem Malbork. Poza tym byłem ciekawy jak wygląda ta impreza, bo słyszałem o niej dobre opinie. Czytaj dalej Malbork zdobyty

226111211 – magiczna liczba

Do Bydgoszczy jadę można rzec tradycyjnie pociągiem. Tym razem to trochę bardziej skomplikowane logistycznie. Koła startowe nie nadają się do tego by na nich powiesić rower. Karbonowe ranty raczej by tego nie wytrzymały. Muszę zabrać dwie pary kół. Koła startowe podróżują w pokrowcach powieszone na siodełku. W sumie nie jest źle. Wysiadam na dworcu głównym i idę do hotelu. Melduję się. Proszę o pokój położony jak najdalej od restauracji. To sobota będzie wesele. Będzie się działo. Będzie radośnie. Ja jednak mam w planach się wyspać. Pokój jest fajny, duży, z dużą łazienką. Czytaj dalej 226111211 – magiczna liczba

Susz – trudna lekcja

W sobotę wyruszam z Adamem do Susza. Najpierw po pakiet, potem do strefy zostawić graty. Jest bardzo gorąco. Startują sprinty, kibicujemy. Na hali ekspo patrzymy na mecz Polaków na Euro. Tu też jest bardzo gorąca atmosfera. Idziemy coś zjeść i na odprawę. Na odprawie organizator oświadcza, że a woda ma ponad 25°C, lecz kwestie pianek pozostawia do decyzji zawodników. Radzą jednak poważnie się nad tym zastanowić. Czytaj dalej Susz – trudna lekcja

Warszawski dzień – 5i50

To był piękny, weekend. Pogoda wymarzona, perfekcyjna organizacja, świetna trasa. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że po raz pierwszy w triatlonie ze znaczkiem IM będę startował na tak krótkim dystansie. Sprinterem nie jestem więc zakładałem, że będzie to dystans pełnego IM. Gdy usłyszałem, że triathlon wraca do Warszawy wiedziałem, że muszę w nim wystartować. Od olimpijek w Zielonce zacząłem przygodę z triathlonem i los tak sprawił, że pierwszy IM też na tym dystansie. Na szczęście w formule z zakazem draftingu. Nie umiem, nie lubię i nie chcę jeździć komuś na kole.  Czytaj dalej Warszawski dzień – 5i50

Sieraków i Susz, dwie skrajności

Zima jak zwykle, trening rowerowy w domu, spinning, biegi i nieco więcej niż dotąd pływania. W Falenicy w tym roku nieco szybciej, ale bez dodatkowych kilometrów. Wiosenne sprawdziany, Bieg Chomiczówki – 15 km z życiówką 1:03:34. Udany półmaraton w Wiązownej (1:32:01). Później dopadło mnie przeziębienie i nieco słabiej poszło w Półmaratonie Warszawskim (1:34:15). Na otwarcie sezonu Orlen Maraton – 3:26:39. W maju Ekiden. Przerywane problemami ze zdrowiem treningi, nie mogłem się pozbyć przeziębienia. Czytaj dalej Sieraków i Susz, dwie skrajności