Radków

Gdy zapisałem się na zawody do Radkowa nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tam nie ma czym dojechać. Zacząłem szukać i kombinować. W końcu wymyśliłem, że pojadę pociągiem do Wałbrzycha, a stamtąd na rowerze do Radkowa. Wysiadłem na stacji Wałbrzych Miasto i prowadzony miłym głosem dziewczyny z GPS’u w telefonie pojechałem przez Jedlinę Zdrój, Głuszycę, Świerki, Krajanów, Włodowice, Ścinawkę Górną, Tłumaczów do Radkowa. Czytaj dalej Radków

Łurzyckie Ściganie

W maju zdecydowałem się na start w Łurzyckim Ściganiu. Zawody w formule jazdy indywidualnej na czas. Dla mnie debiut w tej konkurencji, pierwszy w życiu start z platformy. Znakomicie przygotowana impreza,  fajna atmosfera, sporo znajomy. Startowaliśmy w 30 sekundowych odstępach w kolejność ustalonej na podstawie zadeklarowanego czasu. Zawody obywały się w dobrze mi znanym z treningów rejonie. Czytaj dalej Łurzyckie Ściganie

Tour de Pologne, pokrzyżowane plany

Trening, szedł znakomicie. Start kontrolny w Suszu przyniósł życiówkę. Bosfor mocną podbudowę psychiczną. W znakomitym nastroju wyjechałem na urlop do Poronina by potrenować. Zaplanowałem go tak, by skończył się na dwa tygodnie przed zawodami. Ponieważ w tym okresie był organizowany wyścig dla amatorów w ramach Tour de Pologne, zapisałem się i postanowiłem spróbować. Czytaj dalej Tour de Pologne, pokrzyżowane plany

Bikejura

Na początku lipca wystartowałem w „Bike Jurze”. Nie mogę zaliczyć go do udanych startów, ponieważ nie udało mi się ukończyć. Jazda w terenie nie jest moją mocną stroną, a jazda nocą w ekstremalnych warunkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w strugach ulewnego deszczu zdecydowanie mnie przerosła.

Jechałem początkowo z grupą świetnie nawigującą. Niestety w terenie niewytrzymałem ich tempa. Później jechałem z trzema sympatycznymi chłopakami ze Śląska, którzy niestety mieli również duże problemy z nawigacją. Sporo błądziliśmy, a ponieważ zgubiłem licznik dystans znam tylko szacunkowo. Zjechałem z trasy, gdy zabłądziliśmy w okolice Zawiercia.

Czułem już potężne zmęczenie jazdą, zdecydowanie bardziej psychiczne – napięcie, koncentracja. Trwająca od ok 7 godzin ulewa dodała swoje. Do tego problemy techniczne z rowerem, które po dokładnym przeglądzie w domu okazały się dużo poważniejsze. Pęknięte siodełko, zdarte klocki hamulcowe, zacinająca się tylna przerzutka w wyniku pęknięcia jednego włókna linki.

Problemy techniczne zmusiły mnie do zejścia z trasy, ale muszę uczciwie przyznać, że sam też już miałem dosyć. Było ciężko, ale nie żałuję, pozostały wspomnienia i doświadczenie. To był ciekawy eksperyment i lekcja pokory.