Triathlon Borówno 70.3

Zapisując się na triathlon w Borównie zakładałem, że po biegu 24 godzinnym w Krakowie trochę odpocznę i zacznę trenować pod triathlon. Jednak tak się ułożyło, że rozpocząłem przygotowania do Mistrzostw w Korei. Uznaliśmy z Darkiem, że start w triathlonie mi nie zaszkodzi, jednak muszę go potraktować drugo planowo. Przygotować się tak by spokojnie ukończyć.Miałem za sobą trzy olimpijki, miałem pojęcie co mnie czeka. W tym okresie miałem przede wszystkim budować siłę i wytrzymałość. Nie planowałem jakiś inwestycji w triathlon. Miałem niedawno kupiony rower MTB, a ponieważ zapowiadało się na to, że woda będzie zimna kupiłem piankę w markecie. Najtańszą, krótką, przeznaczoną do snurkowania. Przestudiowałem mapy szukając dojazdu do Borówna.

Jezioro Borowno
Jezioro Borowno

W sobotę pociągiem dojechałem do stacji Bydgoszcz Leśna. Byłem już wcześniej w Bydgoszczy. Dwa razy na Maratonie Kanału Bydgoskiego, ale to z zupełnie innej strony miasta. Wysiadam zakładam plecak. Jadę w stronę Stadionu Zawiszy. Dojeżdżam do Gdańskiej, skręcam. Przejeżdżam ścieżką przez wiadukt nad torami i jadę wzdłuż lasu w stronę Myślęcinka. Jest sporo ludzi, spacerowicze, rowerzyści. Ktoś biegnie. Dużo ludzi z dziećmi. Widać, że to popularne tereny rekreacyjne. Pogoda jest ładna, słonecznie, ciepło. Wyjeżdżam drogą pnąc się pod górę do miejscowości Niemcz. Kończą się zabudowania. Krótki odcinek lasu i pola. Kilka budynków, skraj Jagodowa. Znów pola las i większa miejscowość Żołędowo. Za nią znów las. Piękna, malownicza trasa. Po kilkuset metrach skręcam w leśny dukt i jadę skrótem przez Augustowo. Widzę oznaczenia na asfalcie, tu będzie nawrotka na trasie biegowej.

wieczorne rozmowy
wieczorne rozmowy

Dojeżdżam do drogi do Borówna i przy parkingu skręcam do Ośrodka Wypoczynkowego „Żagiel”, gdzie mieści się biuro zawodów i mój nocleg.

Spotykam Kasię i Darka, mojego trenera z żoną i wielu znajomych. Ten start jest ważny dla wszystkich, który biorą udział w Darka projekcie IM2010. To jeden z głównych startów kontrolnych. Wcześniej planowałem, że przyłączę się do tego projektu. Chciałem tylko najpierw pokonać barierę 200 km w biegu dobowym. Powołanie do kadry sprawiło, że plany poszły w inną stronę. Jestem tu, bo coś mnie ciągnie w stronę triathlonu. Odbieram pakiet, zostawiam rzeczy w domku i jadę na objazd trasy.

w strefie, drugi to mój rower, srebrny
w strefie, drugi to mój rower, srebrny

Dość szybko się przekonuję, że tempo „spacerowe” na objeździe jest nie dla mnie. Jest szybsze niż moje startowe. Po kilku kilometrach zawracam. Nie muszę znać trasy, jest dobrze oznakowana, a wszystkie skrzyżowania będę obstawione przez strażaków i policję. Nie zgubię się. Później odprawa, zejście nad wodę i kładę się spać. Wcześnie rano pobudka, ale sen nie przychodzi. Śpię niespokojnie.

start
start

Lekkie śniadanie, pójście do strefy. Sprawdzam czy nic nie zapomniałem. Zakładam piankę schodzę nad wodę. Jest zimna. Ustawiam się z tyłu. Nie będę blokował, uniknę pralki. Całość płynę żabką. Kraula nie ryzykuję. Dobrze pamiętam jak skończyła się próba zmiany stylu, gdy pierwszy raz startowałem w Zielonce. Płynę spokojnie do kolejnych boi. Wychodzę na brzeg okrążam beczkę i znów do wody. Przy żabce przynajmniej nie mam problemu z nawigacją. Przy każdym ruchu widzę dokąd płynę. Wyprzedza mnie jakiś kraulista. Nie mam wątpliwości, że mnie dubluje. Z wody wychodzę ostatni po 1 godzinie i 2 minutach. Płyną jeszcze zawodnicy z dystansu długiego. Czas pływania i dobiegu do strefy 1:04:35. Jestem 43, ostatni.

w trasie
w trasie

Przebieram się, biorę rower i w drogę. Nim wyjadę ze strefy wbiega do niej najszybszy zawodnik z długiego dystansu. Wyjazd z parkingu i skręt w prawo w stronę Borówna. Jadę. Droga jest dobra. Skrzyżowania świetnie zabezpieczone. Obsługa sprawnie kieruje na trasę. Czuję, że wykończyło mnie to pływanie. Zjadam jakiegoś batona. Dużo piję. Krajobraz się zmienia pomału, wsie, pola, odcinki lasu. Ciągle mnie ktoś wyprzedza. Pogoda jest super. Mijają kilometry i kolejne pętle. Jakiś zawodnik na poboczu męczy się by zmienić dętkę. Trochę się zregenerowałem. Udaje mi się przyspieszyć. Kogoś nawet wyprzedzam. Nie tylko ja jadę na „góralu”. Na odcinku przed strefą zmian droga jest przedzielona pachołkami. Prawa cześć jest przeznaczona dla biegacz. Sporo osób już biegnie. Jadę, kilometry bardzo mi się dłużą. Nogi zaczynają się buntować. Bolą nie tylko mięśnie, ale też kolana. Zaczyna się odzywać kręgosłup. Boję się myśleć co będzie na biegu. Dojeżdżam do strefy. Na rowerze uzyskałem 38 czas, 3:30:36. Udało mi się przesunąć w klasyfikacji.

rowerowy punkt odświeżania
rowerowy punkt odświeżania

Zostawiam rower. Wychodzę na trasę. Próbuję się porozciągać. Nogi sztywne. Mam problem by się wyprostować. Idę kilkaset metrów, zaczynam truchtać. Pomału nogi się rozkręcają, zaczynam biec. Spotykam Darka, jest kilka okrążeni przede mną. Nawrotka w Augustowie. Punkt z piciem. Jest parno. Biegnę. Jest znacznie lepiej. Przede wszystkim jest sporo ludzi. Na trasie rowerowej byłem samotny. Ożywiam się. Przyspieszam.

w biegu
w biegu

Zaczynam biec po 5 minut kilometr. Nabieram ochoty na walkę. Kryzys przeminął. Wyprzedzam wielu zawodników. Koncentruję się na tych co przede mną. Staram się dogonić, wyprzedzić. Kolejne pętle mijają coraz szybciej. Ostatni nawrót. Prosta przez Augustowo. Lekki zakręt, znów prosta. Droga do Borówna. Parking. Meta. Czas biegu 1:53:55. Pierwsze kółko biegłem średnio po 5:40, ostatnie po 4:50. Na biegu uzyskałem 12 czas. Nie ma co ukrywać, bieg to mój żywioł. Najważniejsze, że się udało. Ukończyłem na 33 miejscu z czasem 6:29:04.

na mecie
na mecie

Odpoczywam. Coś zjadam. Patrzę na zawodników, którzy są jeszcze na trasie. Rozmawiam. Wymieniam wrażenia ze znajomymi. Ostatni zawodnicy z połówki dotrą do mety godzinę po mnie, a ci z długiego siedem godzin później. Podziwiam zawodników walczących na pełnym dystansie. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można to ukończyć. Z biegiem nie ma problemu to tylko maraton, ale jak przepłynąć 3800 metrów, jak przejechać 180 km na rowerze. To dla mnie abstrakcja. Dystans pełny ukończyło 14 osób, a połówkę 43.

Zaczyna do mnie docierać, że muszę wracać. To oznacza, że trzeba się spakować założyć plecak i pojechać do Bydgoszczy. Przede mną kilkanaście kilometrów na rowerze. Nie przewidziałem, że będę tak wykończony. Jurek, znajomy z forum biegajznami.pl przychodzi z odsieczą. Proponuje, że podwiezie mnie do Warszawy. To dla mnie zbawienie. Jeszcze chwilę odpoczywamy. Oglądamy dekoracje.  Wracamy. Jurek mi opowiada o swoich startach, o przygodzie z triathlonem. Jest młodszy, świetnie pływa. Wiele się od niego dowiaduję. Może kiedyś. Teraz mam inne cele. Muszę chwilę odpocząć i kontynuować trening pod ultra.

zdjęcia Katarzyna Lipiec-Sidor