AN-2

Bieg Instytutu Lotnictwa

Gdy dowiedziałem się o tym biegu, od razu wiedziałem, że chcę tam wystartować. Instytut pamiętam z dzieciństwa, z czasów gdy pracował w nim mój ojciec. Pamiętam imprezy choinkowe z mikołajem. Bale karnawałowe, na które trzeba było się przebierać. Wycieczki do hangarów i na lotnisko. Dzieciństwo. Zamglone wspomnienia. Same pozytywne emocje.

Instytut lotnictwa

Na start jadę dziewiątką, tak jak w dzieciństwie. W tramwaju coś sobie czytam. Nie byłem w tamtej okolicy ponad czterdzieści lat. Tylko przejazdem Al.Krakowską. Budynek przy bramie wygląda znajomo. Jest dość charakterystyczny. Wchodzę. Skręcam do dużej sali gdzie mieści się biuro zawodów. Na wprost wejścia scena na podwyższeniu i prowadzące na nią schodki. Pamiętam jak się po nich wchodziło by dostać paczkę o Mikołaja. Tylko wydawało mi się, że sala była dużo większa.

Instytut lotnictwa

Odbieram pakiet, przebieram się, wychodzę na teren instytutu gdzie jest poprowadzona trasa biegu. Truchtam. Początkowo główną alejką od bramy. Tu już wszystko wygląda inaczej niż pamiętałem. Przy trasie stoją samoloty. Lim-5, wydaje mi się, że go pamiętam, że siedziałem w jego kabinie. Oczywiście nie wiem czy to ten sam, ani czy stoi w tym samym miejscu. Duże stalowe kule też wyglądają znajomo. IL, Iskra, jakiś helikopter (chyba Mi-1), Bies, Wilga, AN-2. Samoloty kojarzę, ale nie koniecznie stąd. Doskonale pamiętam z lotniska na Gocławiu jak Wilgi wyciągały szybowce, a dwupłatowe AN-tki wywoziły skoczków spadochronowych. Uwielbiałem chodzić na lotnisko. Zaglądać do hangarów. Przy hangarach stał MIG. Jak byłem młodszy chodziłem tam z ojcem, później z kolegami. Było dość blisko. Dwie przecznice, Lotaryńska, Ateńska. Pole kapusty, pasące się krowy i Wał Szwedzki z którego był znakomity widok na całe lotnisko. W instytucie bywałem tylko okazjonalnie. Pogrążony w przeszłości rozgrzewam się przed startem.

Lim-5
Lim-5

Sygnał startera przywraca mnie do rzeczywistości. Ruszamy. Niby bieg kameralny, ale jest ponad 300 osób. Bramę startową mijam po kilkunastu sekundach. Pomału przebijam się przez tłum szukając swojego tempa. Biegnę przez kręte, wąskie alejki. Pogoda jest optymalna. Pierwsza pętla trochę ponad 7 minut. Stawka się rozciąga, biec można swobodnie. Wpadam w rytm, którym pokonuję resztę dystansu. 20:49 i na 5 km., to znacznie lepiej niż się spodziewałem. . Za metą nie zwlekam, szybko wracam na salę. Odbieram depozyt. Przebieram się. Wychodzę. Dziewiątką wracam do domu i do współczesności.