Sobota 1 lipca 2006 roku godzina 1:40 - odezwał się pierwszy budzik. Nikt nie zareagował, ale gdy po 5 minutach odezwał się drugi zaczęliśmy wstawać. Od tej pory czas leciał już bardzo szybko. O 2:30 jechaliśmy busem na start do Komańczy. Lało solidnie. Gdy dotarliśmy było już sporo osób. Dojechał Bogdan. Byli Renata i Darek, którzy zdążyli dotrzeć z Wetliny. Organizatorzy zbierali przepaki, zawodnicy chowali się pod daszkami, bębniarze grali, błyskały flesze.

Start w III edycji biegu "Rzeźnika" poprzedziłem kilku dniowym pobytem w Wetlinie. Bieszczadzkie szlaki przemierzałem wraz z Renatą, Darkiem i Bartkiem.

Po przeczytaniu relacji z pierwszej edycji Biegu "Rzeźnika" wiedziałem, że chcę wystartować w drugiej. Wiedziałem, że to nie lada wyzwanie. Trasę znałem. Większość odcinków pokonałem z plecakiem na obozie wędrownym, pozostałe przy różnych innych okazjach. Znałem dystans, wiedziałem jakie górki są po drodze. Mimo to ten bieg stał moim największym marzeniem i głównym celem na rok 2004. Udało mi się pomysłem zarazić kolegów z klubu i skompletowaliśmy dwie drużyny. Ustaliliśmy, że ja biegnę z Bogdanem, a Marek z Grześkiem.