Początkowo lekko w dół główną ulicą Krynicy, by po kilometrze skręcić w drogę wspinającą się na stok Jaworzyny. Dobrze wspominałem ten odcinek. Teraz w założeniu chciałem pobiec go mocno. Bezchmurna księżycowa noc. Chłodno, jakieś 9 stopni. W konarach hulał więcej wiatr. Biegło mi się świetnie nawet pod górę. Byłem mocno zdziwiony, gdy dotarłem do stacji kolejki gondolowej na Jaworzynie.

Mnie najbardziej zaskoczyło to, że błoto może mieć tyle odmian, o tak różnorodnych właściwościach fizykochemicznych. Tych drugich nie sprawdzałem, ale te fizyczne starałem się ogarnąć. Szczególnie skupiłem się na takich cechach substancji jak gęstość, lepkość, siła wyporu, ciśnienie hydrostatyczne, właściwości cierne.

Biegnę, po drodze mijam kolejne punkty. Wieczorem pojawia się ciekawe zjawisko inwersji. W dolinach robi się zimno, na liściach pojawia się szron, na kałużach lód, za to im wyżej tym cieplej. Na szczytach jest całkiem cieplutko.

Trzecia nad ranem. Ciemno, pada. Startuję w Biegu 7 Dolin.