Po przyzwoicie przepracowanym grudniu zakończonym 36 kilometrowym wybieganiem w sylwestra przyszedł czas na mocny styczeń. Rok rozpocząłem tradycyjnie jadąc z Kaziem na organizowany przez Basię „Guzik z Pętelką”. Potem koncentracja na treningach przeplatanych startami. Falenica poprzedzona trzema treningowymi pętlami, mocny Bieg Noworoczny w Parku Skaryszewskim i zwycięstwo w kategorii, a wszystko przy mroźnej zimowej aurze.

Cel główny na rok 2014 – poprawić rower, siłę, technikę, pozycję. Do planów zmieniam nieco podejście, przechodzę z myśleniem na rozkład godzinowy – tak mi najłatwiej porównać dyscypliny, w których kilometraż jest nie porównywalny lub nie możliwy do wyliczenia (trenażer / spinning). No właśnie na „gwiazdkę” kupiłem trenażer, co mnie uniezależniło od godzin zajęć spinningowych. Przez zimę kręcę, kiedy chcę i ile chcę.

W roku 2004 postanowiłem przebiec dwa maratony – jeden na wiosnę, drugi na jesień. Co do jesieni nie miałem wątpliwości, to będzie Warszawa, ale na wiosnę miałem spory problem. W okresie od marca do maja jedyny termin jaki mi pasował to 16 maja. Pech, żadnego maratonu w tym terminie, przynajmniej w kraju. Na szczęście znalazłem maraton w Wiedniu i mogłem zrealizować marzenie. Do tego była to okazja do startu w dużej imprezie.