Liczba w tytule to dystans 226 km i czas 11:12:11. Magiczna dlatego, że to był magiczny dzień. Czasami są takie dni gdy wszystko wychodzi, gdy szczęście sprzyja i wszystko pomaga. Pływak, który holował mnie przez dwie pętle. Rower który się trzymał szosy jak nigdy. Kolega, kibic dodający wiary na ostatnich kilometrach. Nawet deszcz.

Zdejmuję rower z bagażnika i niespodzianka, zniknęło powietrze z przedniego koła. Wymieniam dętkę, pompuję, cóż zdarza się. Przykrywam rower, zostawiam kask w worku i idziemy nad wodę. Wracamy. Potem pasta party i wracam do hotelu. Kładę się wcześnie spać. W nocy przeszła burza.

Wreszcie start. Wchodzę do wody z tyłu grupy. Nie chcę wpaść w „młyn”. Płynę. Pierwsza pętla, trochę za wolno. Obiegam balon i wracam do wody. Staram się nieco przyspieszyć. Boje dobrze widoczne, płynę prosto, ale czas jeszcze gorszy. Trudno. Trzecia pętla, gdy nawracam przy trzeciej boi, podpływają ratownicy i odciągają ją. ?@#!….. wyrwał się niecenzuralny okrzyk. Trudno, nie ma co biadolić. Płyniemy dalej.