Canterbury, opactwo św. Augustyna
Canterbury, opactwo św. Augustyna

Albion

Pociąg do Canterbury przenosi mnie do zupełnie innej Anglii, tu odnajduję wczesnośredniowieczne miasto z baśni i legend. Miasto Króla Artura i Rycerzy Okrągłego Stołu, ale też trochę Novigrad z Wiedźmina. Idąc od dworca mijałem typową angielską zabudowę z czerwonej cegły i nic nie wskazywało na to, że cofnę się do mojej ulubionej epoki.

Do pewnego momentu. Do chwili gdy ponownie dotarłem do rzeki Great Stour (tej samej, wzdłuż której wędrowałem w Ashford) przepływającej przed bramą zachodnią („West Gate”). Jedyną zachowaną bramą obronną. Obecna jej forma pochodzi z XIV w., ale prawdopodobnie znajduje się w miejscu jednej z pięciu bram wchodzących w skład murów obronnych wybudowanych przez Rzymian w latach 270 – 280.

Canterbury, Westgate Towers
Canterbury, Westgate Towers

Obok bramy znajduje się przystań Westgate Punts. Od początku swojej historii osadnictwo w rejonie Canterbury było związane z rzeką Great Stour. Dziś na jej brzegach znajdują się przystanie, z których można wyruszyć w malowniczą podróż po rzece i jej odnogach. Przechodzę przez bramę i wchodzę do centrum ulicą św. Piotra (St Peter’s St). Budynki, puby i restauracje, sklepy. Zabudowa odpowiada moim wyobrażeniom średniowiecznego miasta. Przechodzę przez stare miasto. Mijam mury po drugiej stronie starówki i dochodzę do hostelu znajdującego się przy ulicy Nunnery Fieds (Klasztorne pola).

Melduję się. Zostawiam rzeczy i wracam na starówkę. Idąc wzdłuż murów docieram do wieży św. Jerzego (St George’s Tower), która wraz z zegarem jest jedyną pozostałością średniowiecznej zabudowy w tej części miasta po zbombardowaniu w trakcie II wojny światowej. Dochodzę do placu przed prowadzącą na teren katedry bramą. Wybudowana między 1504 a 1521 rokiem prawdopodobnie na cześć księcia Artura, starszego brata Henryka VIII, który zmarł w 1502 roku otwierając Henrykowi drogę do tronu. Na placu znajduje się pomnik poświęcony pamięci mieszkańców Canterbury, którzy polegli w Wielkiej Wojnie 1914–1919 (The Canterbury War Memorial). Po drodze wybieram urokliwy pub położony nad jedną z odnóg rzeki Great Stour. Obok znajduje się przystań. Zwiedzanie z pokładu łodzi należy do głównych atrakcji turystycznych. Czekając na posiłek sączę piwo z tutejszego browaru i obserwuję przepływające łodzie.

Najedzony zbieram się i idę dalej. Wracam do bramy zachodniej, przechodzę obok ratusza i wzdłuż rzeki. Dochodzę do bramy zachodniej i skręcam wzdłuż rzeki w stronę Westgate Gardens, malowniczych ogrodów, których teren od średniowiecza jest otwartą przestrzenią publiczną, co czyni go jednym z najstarszych parków w Anglii. Mijam ulokowany w centrum ogrodów Dom Wieży (Tower House). Wybudowany na rzymskich fundamentach od 1886 r. był domem rodzinnym Williamsonów, właścicieli zabytkowej garbarni. Obecnie jest siedzibą lorda burmistrza. W parku znajduje się 200-letnie orientalne drzewo platanowe z ogromnym pniem, uważane za najstarszy okaz w kraju. Mówi się, że pień pochłonął metalowe siedzisko, które niegdyś go otaczało. Obok stoi normański łuk prawdopodobnie przeniesiony z opactwa św. Augustyna w czasach wiktoriańskich.

Ścieżki przez tereny zielone doprowadzają mnie do ruin normańskiego zamku wybudowanego w 1066 r. wkrótce po bitwie pod Hastings, przy głównej rzymskiej drodze z Dover do Londynu. Od końca XIII wieku zamek był wykorzystywany jako więzienie. Pierwotnie drewniany, przebudowany w kamienną twierdzę za panowania Henryka I jako jeden z trzech zamków królewskich w Kent. Dalej podążyłem ulicą Zamkową (Castle Street), z typowa dla tego miasta zabudową z widokiem na wieżę Katedry. Robi się późno. Wchodzę do pabu „The Three Tuns”, by niczym Biblo Baggins pić piwo na pinty. Jestem już bardzo zmęczony.

Tym razem śpię doskonale. Rano śniadanie w formie bufetu, ze znakomitą jajecznicą na bekonie. Ruszam w stronę starówki. Nawigację ułatwiała górująca nad okolicą wieża Katedry widoczna praktycznie z każdego punktu miasta. Dochodzę do murów. Wybudowane wokół miasta przez Rzymian były wielokrotnie rozbudowywane i wzmacniane. Ratowały miasto przed najazdami Wikingów. W XII wieku zaczęły się rozpadać i utraciły funkcję obronną. Zostały odbudowane z obawy przed francuskim najazdem w trakcie Wojny Stuletniej. Mijam wieżę św. Jerzego, zaglądam do katolickiego kościoła św. Tomasza z Canterbury i podchodzę do bramy prowadzącej na teren katedry by kupić bilet i udać się w podróż w czasie.

Imponująca swym rozmiarem katedra ma niezwykłą i burzliwą historię, która zaczyna się w 597 roku, gdy Święty Augustyn przybył do Kentu jako misjonarz . Swoją siedzibę założył w obrębie rzymskich murów miejskich. Stała się ona pierwszą katedrą, a Św. Augustyn pierwszym Arcybiskupem Canterbury. Budynek Augustyna znajduje się pod nawą. W ciągu ostatnich dziewięciuset lat gmach był gruntownie przebudowywany, powiększany i wprowadzono wiele dodatków. Niektóre fragmenty ścian, okna oraz ich witraże pochodzą z XII wieku. Obecny gmach w stylu gotyckim został zbudowany w miejscu istniejącej wcześniej i zniszczonej przez pożar w 1174 budowli romańskiej. Budynek składa się z nawy, transeptu, chóru i prezbiterium. Budowę ukończono w 1411, a wysoką na 72 metry wieżę nad skrzyżowaniem nawy głównej i transeptu zbudowano w latach 1490–1503. Długość całego kościoła wynosi 158 metrów.
Przez portal, misternie rzeźbiony jakby wyszedł spod dłuta elfickich mistrzów wchodzę do mającej ponad 600 lat nawy głównej. Pierwotnie była to jedyna część dostępna dla osób świeckich. Tu odprawiane są msze święte, odbywają się koncerty i ceremonie dyplomowe.

Na końcu, za ołtarzem i skrzyżowaniem z transeptem znajduje się bogato rzeźbiony kamienny ekran (pulpitum) z sześcioma królewskimi posągami. Po przejściu przez drzwi w pulpitum znalazłem się w mającej ponad 800 lat części katedry zwanej chórem (Quire). Po bokach znajdują się drewniane stragany chórowe, z których większość jest wiktoriańska. Na wprost widzę mosiężną mównicę w kształcie orła, a za nią ołtarz główny. Dalej na podwyższeniu znajduje się Kaplica Trójcy Świętej. W jej centrum stoi kamienny tron biskupi św. Augusta. Kaplica została zbudowana jako sanktuarium św. Tomasza Becketa. Uwagę przyciągają marmurowe kolumny i podłoga. Wokół zlokalizowano groby wybitnych postaci, między innymi króla Henryka IV (zm. 1413 r.) i Czarnego księcia (zm. 1376 r.). Ściany zewnętrze z oknami wypełnionymi 800-letnim witrażem przedstawiającym cuda, które miały miejsce po śmierci Thomasa. Przechodzę dalej. W nawach bocznych, wokół chóru i Kaplicy Trójcy Świętej dobudowano wiele pomieszczeń i kaplic bocznych. Schodzę na niższą kondygnację do znajdującej się poniżej romańskiej krypty pochodzącej z XI wieku. Jest najstarszą istniejącą częścią katedry. Tu znajdują się dwie kolumny zachowane z budowli z 670 r. Wiele detali zachowało się w nienaruszonym stanie, w tym ślady malarstwa ściennego w kaplicy św. Gabriela oraz szereg rzeźbionych głowic zdobiących kolumny. We Wschodniej Krypcie znajdował się grób Thomasa Becketa w latach 1170-1220, przed przeniesieniem do Kaplicy Świętej Trójcy.

Po ponad dwóch godzinach spędzonych we wnętrzach wychodzę na Wielki Krużganek łączący katedrę i różne części klasztoru, w tym kapitularz i bibliotekę. Pochodzi z czasów, kiedy katedra była domem dla benedyktyńskiej wspólnoty mnichów. Sufit zdobią piękne rzeźby tarcz heraldycznych, fascynujących twarzy i głów zwierząt. Przechodzę dalej podcieniami. Korytarze wychodzą na dziedziniec. Tu znajduje się sześciokątny budynek – wieża ciśnień, romański klejnot zbudowany w XII wieku. Zaawansowany system doprowadzał wodę ołowianymi rurami ze źródła na obrzeżach miasta. Wprawdzie kąpiel była postrzegana jako niepotrzebny luksus, to jednak od mnichów oczekiwano, że umyją się na początku każdego dnia i przed posiłkiem. Idąc dalej opuszczam teren katedry i staję na placu przed budynkiem King`s School, podobno najstarszej szkoły na świecie. Jej początki sięgają 597 roku. Szkoła jest jedną z wiodących szkół koedukacyjnych z internatem w Anglii. Za kamiennym krzyżem, widzę charakterystyczną romańską klatką schodową. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bardzo mi przypomina Hogward. Wracam i jeszcze przez dobrą godzinę penetruję teren katedry.

Wychodzę tylną bramą i kieruję się w stronę Opactwa Świętego Augustyna. Gdy w 597 r. św. Augustyn stanął na wysepce Thanet u ujścia rzeki Stour. Król Kentu Etelbert, żonaty z chrześcijanką Bertą, przyjął go życzliwie i wprowadził do swej stolicy Canterbury. Tu dał mu teren pod budowę opactwa Świętych Piotra i Pawła. Święty Augustyn został pochowany w opactwie po śmierci w 605 lub 606 roku, a opactwo przemianowano później na klasztor jego imienia. Klasztor funkcjonował do 1538 roku. Po utworzeniu Kościoła anglikańskiego został rozwiązany. Od 1848 roku część terenu została przeznaczona do celów edukacyjnych, a ruiny zostały zachowane i udostępnione do zwiedzania.

Idę do centrum. Zaglądam do muzeum rzymskiego (Canterbury Roman Museum). Schodząc do podziemi cofam się o 2000 lat. Znajduję się wśród pozostałości rzymskiej willi, w tym mozaiki i liczne znaleziska z epoki. Podczas zwiedzania można zobaczyć, jak w tym czasie żyli Rzymianie. Idę dalej. Włócząc się ulicami miasta przechodzę obok nowoczesnego gmachu The Marlowe Theatre, w moim odczuciu zupełnie nie pasującego do tego miejsca. Mijam kościół św. Piotra (St Peter’s Church), który jest jedynym z sześciu średniowiecznych kościołów Canterbury leżących na głównej arterii miasta, który do dziś pełni funkcje sakralne. Wieża i główna nawa pochodzą z XII w. Wstąpiłem do znajdującego się w starym browarze pubu na burgera i piwo. Gdy wracam na nocleg jest już całkiem ciemno.

Rano śniadanie i w drogę na dworzec. Opuszczając Canterbury poczułem smutek. To miasto wywarło na mnie wyjątkowe wrażenie i na zawsze pozostanie w moim sercu. Tu odnalazłem dziecięce marzenia. Jakbym się przeniósł w świat Króla Artura, Ginewry, Merlina, Morgany i Lancelota. Tu odnalazłem swój Albion.