Ultra-Trail du Mont-Blanc
Ultra-Trail du Mont-Blanc

Ultra-Trail du Mont-Blanc

Biała Góra. Piękna, majestatyczna. Wznosi się nad Chamonix wysuwając swój lodowy język w stronę wtulonego w dolinę miasteczka. Choć samego szczytu Mont-Blanc nie widać to otaczające dolinę góry robią niesamowite wrażenie. Organizowany od 2003 roku UTMB, uważany za jeden z najtrudniejszych biegów na świecie, z całą pewnością był najtrudniejszym w jakim miałem okazję brać udział. 

Stoki Mont-Blanc i lodowiec schodzący w stronę Chamonix
Stoki Mont-Blanc i lodowiec schodzący w stronę Chamonix

UTMB to cały festiwal biegowy trwający od poniedziałku do niedzieli, w ramach którego rozgrywane są biegi:

  • PTL – Chamonix, poniedziałek 8:00. Bieg w formule drużynowej zbliżonej do naszego Biegu Rzeźnika. Dwu, trzyosobowe drużyny mierzą się z 300 kilometrową trasą i ponad 26000 metrów podejść przy stosunkowo niewielkim wsparciu. Są tylko trzy punkty żywieniowe, w tym dwa przepaki oraz kilkanaście schronień gdzie można przenocować. Trasa co roku jest inna i nie jest oznakowana w terenie. Zawodnicy mają na jej pokonanie 152 i pół godziny, czyli na mecie muszą się zameldować w niedzielę do godziny 16:30.
  • MCC – Martigny-Combe, poniedziałek 10:00. Bieg dedykowany dla wolontariuszy, mieszkańców i sponsorów. 40 kilometrów i 2300 m w pionie. Limit 10 godzin.
  • TDS – Courmayeur, środa 6:00. Ten bieg ma opinię najtrudniejszego techniczne. 121 km i 7300 m podbiegów. Limit 34 godziny.
  • OCC – Orsières, czwartek 8:15. Dystans 56 km, 3500 m podbiegów, 14 i pół godziny limitu.
  • CCC – Courmayeur, piątek 9:30. Trasa ma 101 km i 6100 m wzniesień. Limit 26 i pół godziny.
  • UTMB – Chamonix, piątek 18:00. Bieg główny prowadzący 170 kilometrową trasą dookoła masywu Mont-Blanc. Ponad 10000 metrów podejść. Limit 46 i pół godziny.
  • W międzyczasie rozgrywane są biegi dla dzieci i młodzieży: YCC, YRUN, Mini PTL i Mini UTMB.
Michel Gabriel Paccard (1757-1827) Urodzony w Chamonix, był lekarzem i alpinistą.
Michel Gabriel Paccard (1757-1827)
Urodzony w Chamonix, był lekarzem i alpinistą.

Sam cykl przygotowań trwał kilka lat. Od chwili gdy po kilku latach przygody triathlonem ukontentowany uzyskanym w Bydgoszczy wynikiem 11:12:11 na dystansie im226 zatęskniłem za górami. Już wtedy założyłem, że celem jest UTMB. Z poprzedniej jesieni miałem kilka punktów z Łemkowyny. Nie był to udany start. Na treningu, w którym dominował rower ciężko mi było ją ukończyć. Brakowało wybiegań. W kolejnym roku postanowiłem się rozkręcać stopniowo. Tak przebiegłem w ciągu pięciu tygodni Garmin Ultra Race – 53 km w Górach Stołowych, BUT-90 oraz LUT-150 w Beskidach, zaliczając po drodze Maraton Warszawski. Mimo fascynacji triathlonem, poczułem zew gór. Punktów nazbierałem, aż nadto i zgłosiłem się do UTMB. W pierwszym roku nie zostałem wylosowany, co zresztą było korzystne bo dało mi czas na przygotowania. Los nie był zbyt okrutny bo zostałem wylosowany w 2017 roku do Biegu Granią Tatr. W efekcie oprócz tego przebiegłem jeszcze ultramaratony: Podkarpacki, Chojnik, Bieg 7 Szczytów i Bieg 7 Dolin oraz udało mi się ukończyć Tatraman.

Chamonix, kanał L’Avre
Chamonix, kanał L’Avre

W 2018 roku po szczęśliwym dla mnie losowaniu zupełnie zmieniłem proporcje treningu, w którym rower i basen stały się zaledwie dodatkiem. Zacząłem uczyć się biegania z kijkami. Ciężko mi to szło, bo bardziej mi przeszkadzały niż pomagały. Wiedziałem jednak, że zdecydowana większość z nich korzysta i to nie może być przypadek. Kolejny rok minął szybko i przyszedł czas na losowanie. Tym razem szczęście dopisało. Wybrałem starty kontrolne, w tym jako kluczowe Bieg Rzeźnika Ultra 140 i Bojko Trail 120. Rower po zimie poszedł w odstawkę. Tak, tak zimą bardzo się przydał. Gdy pogoda była podła kręciłem godziny na trenażerze. Z każdym miesiącem zwiększałem kilometraż nie zapominając o tempach, sile biegowej i rozciąganiu, zacząłem się rolować. Pracowałem też trochę nad wzmocnieniem góry, bo poprzedni sezon pokazał, że ręce wytrzymują 40 – 50 km wspomagania kijkami.

Tatry, Czerowne WIerchy
Tatry, Czerowne WIerchy

Starty napawały optymizmem: sztafeta w Bochni (51,420 km), Półmaraton Warszawski (1:28:56), Orlen Maraton (3:13:18), spokojne 33,3 km w trakcie Wings for Life, Bieg Rzeźnika Ultra 140 (23:39:14) w trakcie, którego miałem okazję sprawdzić sprzęt w trudnych warunkach. Po raz pierwszy na całym dystansie wykorzystałem kijki i byłem z nich zadowolony. Dwa tygodnie później Zielonka Challenge, ponad 70 km w 7:12:14. Później pojawiły się objawy przeciążenia. Spuchnięta, obolała po stronie piszczela noga. Musiałem natychmiast zareagować. O utrzymanie formy dbałem głównie na basenie. Do tego rozciąganie, okłady z lodu, maści i odpoczynek. Przed Bojko Trial było już nie źle, choć miałem świadomość, że jeszcze za wcześnie na taki dystans. Na Ukrainę pojechałem z postanowieniem, że będę ostrożny. Żadnego napierania. Ewentualnie skrócenie dystansu. Pojechałem. Było super. Czas 23:19:02 pozwolił mi trenować bieganie w drugą noc, a dobre towarzystwo i niesamowite widoki cieszyć się każdym z ponad 120 kilometrów. Noga trochę oberwała więc kolejny tydzień odpocząłem. Zaplanowany start w jedynym w tym sezonie triathlonie (¼ im) odpuściłem, a w sztafecie poprosiłem kolegów, by wstawili mnie na pływanie, choć jest to moja najsłabsza konkurencja. Później delikatnie zacząłem biegać rozkręcając się przed ostatnim, urlopowym okresem przygotowania. Rozpocząłem go tradycyjne Biegiem Powstania Warszawskiego. Dzięki towarzystwu Beaty, zrealizowałem założenia i nie wyrwałem (51:40). Noga już wydawała się całkiem wyleczona, ale nie chciałem ryzykować. Przez kolejne dwa tygodnie trenowałem na Podhalu i w Tatrach biegając praktycznie co drugi dzień. Pogoda dopisała. Widoki zapierały dech, nawet kozice na Czerwonych Wierchach wyszły mnie dopingować w treningu.

Gorce Ultra Trail
Gorce Ultra Trail, Kasia, Patrycja i Ja

Na ostatni weekend przeniosłem się w Gorce do Ochotnicy by w sobotę o 4 nad ranem razem z Kasią i Patrycją wystartować. Patrycja biegła 102 km, Kasia debiutując w ultra wybrała 48. Ja początkowo zapisany byłem na 102, ale po przygodzie z nogą przepisałem się na 84/48, bo decyzję o wyborze dystansu można było podjąć na 40 km. Uznałem to za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Ruszyliśmy asfaltową drogą. Biegłem rozmawiając z Patrycją. Gdy trasa skręciła i zaczęła się wspinać zwolniłem, a ona pognała do przodu. Wspinaliśmy się we mgle przez Pasterski Wierch na Lubań (1211). Kijki pracowały. Chmury leniwie przelewały się przez grań. Na wierzchołku wolontariusze kierowali nas na wieżę widokową. Po osiągnięciu najwyższego tarasu przekonałem się, że wyżej mgła wygląda dokładnie tak samo. Dalej łagodnie wijący się odcinek granią i łagodny zbieg. Zaczyna padać. Błyskawice i grzmoty wskazują, że burza jest coraz bliżej. Zbiegam na przełęcz Knurowską. Punkt żywieniowy. Uzupełniam płyny coś podjadam i ruszam dalej. Pod daszkiem namiotu grają i śpiewają dziewczyny z zespołu regionalnego dzielnie znosząc chłód i wilgoć. Pogoda nie dawała za wygraną. Drogi i szlaki mocno zniszczone po lipcowych ulewach. Błoto i strumienie płynące każdą ścieżką. Na 40 kilometrze nie miałem wątpliwości i skręciłem w stronę mety. Zbyt duże ryzyko. Za mało czasu do startu. To był dobry sprawdzian. Kiepska pogoda, 48 kilometrów, 2600 metrów podbiegów w czasie 6:55:59. Najważniejsze, że czułem moc. Czułem, że mógłbym tak spokojnie przebiec drugie tyle. To dobrze ustawia samopoczucie, choć wiem, że to jak przed maratonem cieszyć ze spokojnie przebiegniętej dyszki. Najważniejsze, że nauczyłem się biegać z kijkami i dobrałem sposób ich mocowania. Zdecydowałem się na pas, który utrzymuje kije z tyłu w poprzek pleców.

Argentière – nasz apartament znajdował się na piętrze, pierwszy od lewej.
Argentière – nasz apartament znajdował się na piętrze, pierwszy od lewej.

Logistyką zaraz po losowaniu zajął się Kuba, mój kolega ze ścieżek biegowych. Zorganizował siedmioosobową grupę i wynajął apartament w Argentière ok 10 km od Chamonix za bardzo dobrą cenę. Zarezerwował transport z Genewy, do której poleciałem z Martą i Kubą we środę 29 sierpnia. Oczekując na autobus do Francji trochę spacerowaliśmy po mieście i posiedzieliśmy na bulwarze nad jeziorem. Zwiedzanie postanowiliśmy zostawić na drogę powrotną jeżeli będą siły po biegu. Poza tym przelotne deszcze nie zachęcały.

Argentière

W Chamonix przywitał nas widok ośnieżonych stoków Mont-Blanc. Jeszcze, krótka podróż autobusem miejskim i stanęliśmy przed budynkiem, w którym mieliśmy noclegi. Musieliśmy jeszcze tylko odnaleźć biuro zarządcy i odebrać klucze. Rozpakowaliśmy się i poszliśmy do miasteczka zrobić jakieś zakupy. Wieczorem dotarła reszta ekipy. Edyta, Adam, Zbyszek i Sebastian, którzy zdecydowali się dotrzeć samochodem.

Chamonix, kanał L’Avre
Chamonix, kanał L’Avre

We czwartek pojechaliśmy odebrać pakiety. Najpierw trochę kręciliśmy się po ekspo i po mieście szukając słynnego bandaża samoprzylepnego, jedynego obowiązkowego wyposażenia jakiego nie miałem. Trochę się zdziwiliśmy, bo czytaliśmy, że można go dostać na każdym stoisku lub w sklepach, a tymczasem na ekspo w ogóle nie mieli, a w okolicznych sklepach się skończył, za to w drogeriach był koszmarnie drogi. Na szczęście znaleźliśmy go w sklepie sportowym koło rynku. Po odbiór pakietu ustawiliśmy się w długiej kolejce, która na szczęście szła dość szybko. Obsługa była bardzo sprawna. Kontrola dokumentów i wylosowanych elementów wyposażenia, odbiór numeru, koszulki i szkolenie z zasad poruszania się po trasie i stosowanych oznaczeń. Na koniec pamiątkowe zdjęcie z numerem na ściance. Fajnie rozwiązano odbiór zdjęć. Ustawiono monitory z ekranem dotykowym, na których można było odnaleźć swoje zdjęcie i wysłać na maila. Jeszcze spacer na start, gdzie finiszowali zawodnicy TDS.

Chamonix
Chamonix

Po powrocie na kwaterę, gdzie wspólnie zrobiliśmy obiad i poszliśmy na zakupy. Tego dnia przez Argentière przechodziła trasa OCC więc chwilę kibicowaliśmy przy punkcie i przyglądaliśmy się jak funkcjonuje, jak jest ustawiony.

Argentière punkt na trasie OCC
Argentière punkt na trasie OCC

W piątek nad ranem Sebastian wyruszył na swój start CCC do Courmayeur, a my spędziliśmy przedpołudnie na leniuchowaniu, sprawdzeniu sprzętu i pakowaniu. We wtorek, w przeddzień wyjazdu dostaliśmy od organizatorów sms, że z uwagi na dobre prognozy obowiązuje podstawowy pakiet wyposażenia obowiązkowego. W praktyce oznacza to, że nie trzeba brać trzeciej warstwy. W piątek od rana zaczęły przychodzić kolejne. Najpierw smutna wiadomość, że ze względów bezpieczeństwa, po kamiennej lawinie, która spowodowała śmierć turysty szlak na Tête à Vents został zamknięty, bieg zostanie poprowadzony wariantem alternatywnym. Następna wiadomość informowała, iż północny wiatr może w nocy sprawić iż temperatura spadnie do ok zera. Później, trochę po 13 przyszła wiadomość, że od soboty po południu nastąpi pogorszenie pogody i odczuwalna temperatura może spaść do -10. Pakiet na zimną pogodę jest obowiązkowy. Czyli trzeba zabrać trzecią warstwę i dodatkową bandanę lub ciepłą czapkę.