Sobota początek mojego urlopu. Bardzo lubię formułę tego biegu, dlatego postanowiłem wyjechać na urlop w niedzielę. Wieczór, tysiące zawodników i kibiców. Upamiętnienie jednego z najważniejszych wydarzeń w naszej historii. Spotykam się z koleżankami i kolegami z pracy obok Pomnika Poległych i Pomordowanych na Wschodzie. Robimy kilka pamiątkowych zdjęć. Krótka rozgrzewka i idę z Robertem na start.

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami … Do mety tak daleko, a przecież stoję przed nią. Czarna brama Salomona. Start i meta. Jeden punkt oddalony od siebie o 240 kilometrów. Dla obserwatora z zewnątrz to jedno miejsce. Dla mnie, jak się później okaże ponad 42 godziny w drodze. Wszystko jest względne.