Stadion Narodowy, Most Kolejowy, Wybrzeże Szczecińskie, skręt w prawo. Sokola, Port Praski, Stacja Metra, Zamojskiego, Marcikowskiego, Targowa. Biegniemy przez kawałek starej Pragi. Dwudziesty kilometr, lekko przyspieszam. Skręt w Zieleniecką. Finisz. Biegnę niesiony dopingiem kibiców. Skręcam do parku.

Liczba w tytule to dystans 226 km i czas 11:12:11. Magiczna dlatego, że to był magiczny dzień. Czasami są takie dni gdy wszystko wychodzi, gdy szczęście sprzyja i wszystko pomaga. Pływak, który holował mnie przez dwie pętle. Rower który się trzymał szosy jak nigdy. Kolega, kibic dodający wiary na ostatnich kilometrach. Nawet deszcz.

Płynę praktycznie sam. Staram się pilnować techniki, kontrolować długie pociągnięcia, mocno pracować nogami. Wiem, że gdy staram się przyspieszać zaczynam skracać i w efekcie płynę wolniej. Mijam boję. Obieram kurs na drugą. Trochę za długo płynę bez korygowania kierunku i wypływam na środek jeziora. Poprawiam kurs.