Start jest z wody i trzeba dopłynąć do linii, chwilę poczekać. Kładę się na plecach, pianka lekko unosi mnie na powierzchni. Na torze maltańskim jest szeroko, mimo około tysiąca zawodników, jest dość miejsca. Ustawiam się w trzecim, może czwartym rzędzie bliżej środka toru.

Piankę zakładam w ostatniej chwili. Start się opóźnia. Robi się naprawdę gorąco. Chłodna woda przynosi ulgę, schodzimy do wody poodpływamy do linii startu i czekamy na sygnał startera. Pierwszy raz płynę w rzece, niby leniwa, ale pod prąd płynie się jakoś ciężko.