Pełen obaw zdecydowałem się na start. Nie licząc kilku dni w ostatnich tygodniach od lat nie pływałem, a na rowerze nie jeździłem od liceum. Co tam tego się nie zapomina.

Po Sudeckiej Setce poczułem się zmęczony. Zwolniłem, zmniejszyłem dystanse do maksymalnie kilkunastu kilometrów. Zbliżał się urlop, wyjazd na pojezierze Suwalsko-Augustowskie. W planach był spływ kajakowy Czarną Hańczą. Wiedziałem, że tam odpocznę, więc póki co nadal startowałem.