16 maja 2004 roku biegłem maraton w Wiedniu. Impreza fantastyczna, perfekcyjna organizacja i niesamowite wrażenie, trudno to opisać. Wiedeń znam dość dobrze byłem tam już kilka razy, ale miasto z poziomu maratończyka biegnącego środkiem głównych ulic miasta to zupełnie co innego.

W roku 2004 postanowiłem przebiec dwa maratony – jeden na wiosnę, drugi na jesień. Co do jesieni nie miałem wątpliwości, to będzie Warszawa, ale na wiosnę miałem spory problem. W okresie od marca do maja jedyny termin jaki mi pasował to 16 maja. Pech, żadnego maratonu w tym terminie, przynajmniej w kraju. Na szczęście znalazłem maraton w Wiedniu i mogłem zrealizować marzenie. Do tego była to okazja do startu w dużej imprezie.