Warszawski dzień – 5i50

To był piękny, weekend. Pogoda wymarzona, perfekcyjna organizacja, świetna trasa. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że po raz pierwszy w triatlonie ze znaczkiem IM będę startował na tak krótkim dystansie. Sprinterem nie jestem więc zakładałem, że będzie to dystans pełnego IM. Gdy usłyszałem, że triathlon wraca do Warszawy wiedziałem, że muszę w nim wystartować. Od olimpijek w Zielonce zacząłem przygodę z triathlonem i los tak sprawił, że pierwszy IM też na tym dystansie. Na szczęście w formule z zakazem draftingu. Nie umiem, nie lubię i nie chcę jeździć komuś na kole. 

Warszawa 5i50
Plac Teatralny – strefa T2

Nadeszła druga sobota czerwca. Jadę po pakiet na plac Teatralny. Mam ze sobą rower, kask, worek z butami i czapkę na bieg. Odbieram pakiet, przyklejam numery, zostawiam worek w strefie T2. Kręcę się chwilę po Expo. Idę na przystanek z którego, autobusy zawiozą nas do strefy T1 zlokalizowanej na terenie ośrodka WDW „Rewita” w Ryni. Pogoda piękna, droga upływa na rozmowach. W takich autobusach zawsze poznaje się fajnych ludzi. Są debiutanci i wyjadacze. Czas leci szybko.

Wysiadamy na drodze w lesie, wchodzimy na teren ośrodka. Po kilkuset metrach wchodzimy do strefy. Rower zostawiam na wieszaku opakowany w folię z Susza. Zostawiam także worek z butami rowerowymi na wieszakach stojących w drogi prowadzącej to strefy T1.

Warszawa 5i50
Rewita – strefa T1

Tam też są przebieralnie i kosze, do których będą wrzucane worki z piankami. Idę nad wodę. Ciepła, spokojna. Słońce się skrzy na falach zalewu. Czas leci, niedługo powrotny autobus. Wracam na przystanek, podjeżdża miła zawodniczka i zabiera kilka osób. Czas znowu płynie na rozmowach. Wracam do biura, na koniec odprawy i pasta party. Na spokojnie oglądam stoiska na expo i jadę do domu. Fajnie startować tak blisko. To tylko 30 minut tramwajem (dwoma, z przesiadką).

Jak zwykle przed startem kładę się wcześnie, jak zwykle sen nie chce przychodzić. O szóstej pobudka, lekkie śniadanko. Zabieram plecak z rzeczami na start i jadę tramwaje do biura zawodów. Wysiadam przy Królewskiej i idę przez Ogród Saski na Plac Teatralny. Jest pusto. Tylko zawodnicy idą leniwie na przystanek, z którego jeżdżą autobusy na start w Ryni. W strefie mety krzątają się organizatorzy. Wsiadamy do autobusów, które ruszają kolumną przez ulice Warszawy. W niedzielę o tej porze jest pusto. Jedziemy, rozmawiamy. Na trasie widać policje i wolontariuszy, którzy szykują zabezpieczenie trasy. Docieram do strefy, przygotowuję rower.

Warszawa 5i50
Zielona fala – Age Group Men(40+)

Mocuję chip na nodze, zabieram piankę, czepek, okularki. Resztę  oddaję do samochodu, który przewiezie rzeczy na metę. Idę nad wodę, jest bardzo ciepło. Start jest zorganizowany falami. Mam jeszcze sporo czasu, bo w moja kategoria startuje na końcu. 30 minut po PRO. Siedząc na trawie obserwuje start pierwszej i drugiej fali. Na starcie gromadzą się zawodnicy z trzeciej. Kolejne fale można rozróżnić po kolorze czepków. Zakładam piankę wchodzę do wody zrobić rozgrzewkę. Woda przyjemnie chłodzi, w piance na słońcu byłoby kiepsko. Mijają minuty. Tuż przed sygnałem startera spiker ogłasza, że start będzie opóźniony. Lekka dezorientacja, nikt nie wie co robić. Po kilku kolejnych minutach okazuje się, że to potrwa dłużej. Wychodzimy z wody, ściągamy pianki. Atmosfera robi się nieco nerwowa. Ja jestem spokojny. Kładę się w cieniu i czekam na rozwój wypadków. Nie denerwuję się sprawami, na które nie mam wpływu.

Warszawa 5i50
W oczekiwaniu na start

Czekam. Start nadal się opóźnia. Wkrótce się okazuje, że w strefie T1 znajduje się podejrzany pakunek. Policja wezwała saperów. Cóż żyjemy w czasach gdy trzeba chuchać na zimne. W efekcie start się przesuwa o całą godzinę. Niektórzy się złoszczą, a ja nie zazdroszczę organizatorom. To dla nich bardzo trudna sytuacja. Zawodnicy się wkurzają, czas ucieka, trzeba przedłużyć zamknięcie trasy.Nadchodzi informacja, że za 10 minut ruszą starty. Na szczęście zdecydowano zachować starty falami, tylko nieco skrócono odstępy. Zakładam piankę wchodzę do wody. Trochę pływam. Kolejne fale startują i nadchodzi kolej na moją.  Wchodzimy do wody.

Warszawa 5i50
Warszawa 5i50

Biegniemy. Brzeg powili się obniża i dość daleko jest płytko. W końcu płynę. Teraz już wszystko potoczy się szybko. Mijam kolejne boje. Jest jeden odcinek bez pętli.  Gdy po drugiej boi nawrotowej patrzę gdzie płynąć widzę jak bardzo daleko jest pomost, za którym ma wyjść z wody. Z nawigowaniem nie ma problemu jest dosyć dużo boi kierunkowych. Płynę i płynę. Nawet udało mi się dogonić kogoś w czerwonym czepku, z pierwszej fali. Oczywiście nie licząc PRO, bo oni już pewnie kończą rower. Mijam pomost, dopływam do brzegu, wychodzę. Potykam się, ktoś łapie mnie mocno za rękę, pomaga wyjść. Poznaję to Andrzej. Biegnę do strefy, ściągam piankę, zakładam buty i kask, co nie potrzebne wrzucam do worka by go przed strefą wrzucić do kosza, z którego później zostanie przewieziony na metę. Biorę rower wybiegam i jadę.

Warszawa 5i50
Na trasie

Wyjazd z ośrodka dość dobry, tylko przed samą szosą trzeba uważać bo jest nierówno. Wpadam na asfalt. Rozpędzam się. Kładę wygodnie na lemondce. W głowie ustawiam tempomat 35 km/h. Tuż przed Kanałem skręt w lewo. Odcinek prostej, nawrotka. Nieporęt. Skręt w lewo. I szosa wzdłuż Kanału. Szeroko, wygodnie, płasko. Asfalt pierwszej klasy. Podkręcam tempomat. Pamiętam, że jeszcze przede mną podjazd na Konwiktorską. Świetnie mi się jedzie. Wjazd do Warszawy. Płochocińska. Łagodne, zakręty. Wszystkie wyjazdy zabezpieczone. Można się skupiać na kręceniu.

Warszawa 5i50
Wybrzeże Gdyńskie

W prawo w Modlińską, Rondo i wjazd na Most Północny. Dziś jest zamknięty i tylko dla nas. Długi łagodny podjazd, daje się trochę we znaki. Staram się trzymać tempo. Napieram. Po drugiej stronie Wisły łagodnie w dół i zjazd na Wisłostradę. Tutaj się można rozpędzić.

Wybrzeże Gdyńskie. Po prawej Lasek Bielański i ścieżka z Młocin. Dla nas wydzielono dwa pasy, na trzecim sznur samochodów. Kierowcy nas pozdrawiają, machają, dopingują. To dość niezwykłe zachowanie. Jest świetnie Średnia 35,5 bezpiecznie ponad założoną. Kępa Potocka. Trasa Toruńska, Cytadela. Most Gdański i zakręt w ulice Wenedów. Robi się stromo. Napieram.

Warszawa 5i50
Skręt w Senatorską

Zakroczymska, Konwiktorska, Bonifraterska. Trochę telepie na kostce brukowej.  Budynek Sądu, Pomnik Powstania, Miodowa. Zwalniam. Ostro w senatorską i belka. Zsiadam i biegnę odwiesić rower. Szybka zamiana butów, zdejmuję kask i biorę  czapkę. Co niepotrzebne do worka i w drogę.

Wybiegam Wierzbową wzdłuż gmachu Teatru. Plac Piłsudskiego. Jakoś nie mogę wejść w rytm. Czyżbym przesadził z rowerem? Łapią mnie skurcze. Kiepsko. Krakowskie Przedmieście. Kościół Świętego Krzyża. Nawrotka tuż przy pomniku Mikołaja Kopernika. Mnóstwo kibiców. Turyści. Spacerowicze. Rodziny. Pierwszy kilometr 6 minut, ale trochę się rozkręcam. Uniwersytet, Kościół Wizytek i skręt w Karową. Punkt odżywiania i dawno wyczekiwany Toi Toi. Kurczę zajęty. Na szczęście tylko na chwilę. Ja też na krótko. Wybiegam.

Warszawa 5i50
Krakowskie Przedmieście

Przede mną kultowe kryterium Karowa z malowniczym wiaduktem. Na zbiegu wydłużam krok i łapię rytm. Park Kazimierzowski, nawrotka w Browarną. Wolontariusze,  kibice, punkty z muzyką. To wszystko niesie nabieram dobrego tempa. Podbieg Karową i znowu Krakowskie. Tu tłum jest gęsty wzdłuż całej trasy. Niesamowity doping. Trochę mi to przypomina maraton w Wiedniu. Tam na starówce też były tłumy.

Warszawa 5i50
Hotel Bristol

Nawrotka. Krakowskie, skręt w Ossolińskich, a potem w Moliera. Po Chwili trasa się rozdziela. prosto do mety, ja skręcam w prawo. Druga pętla. Udało mi się trochę pozbierać pierwsza piątka 24:16, Na drugiej pętli trzymam tempo z ostatnich kilometrów. Im bliżej mety tym więcej radości. Pośród kibiców sporo znajomych. Start blisko domu ma swoje zalety. Biegnę. Krakowskie, Karowa, Park i Browarna. Ostatni podbieg. Ostatni kilometr. Tym razem Moliera biegnę do Placu Teatralnego. Skręt, czerwony dywan i czarna brama a na niej napis 5i50. Szpaler kibiców, okrzyki, oklaski. Dla takich emocji warto startować.

Warszawa 5i50
Meta Plac Teatralny

Wpadam na metę.  2:37:21 – życiówka. Chwila wytchnienia. Wyciszenie. Coś pije, pojadam. Spotykam wielu znajomych, rozmawiamy, dzielimy się wrażeniami. Odbieram depozyt, przebieram się. Czas leci. Pomału się zbieram do domu. Zabieram rower i cały majdan. Pakuję plecak i wracam. Przez Ogród Saski do tramwaju. Gdzieś w głowie słyszę cudowną melodię i słowa piosenki, która dotąd zawsze kojarzyła mi się z meczami Legii i Maratonem Warszawskim.

„Mam tak samo jak ty,
Miasto moje a w nim:
Najpiękniejszy mój świat
Najpiękniejsze dni … „

Mam wielką nadzieję, że triathlon też się wpisze w sportowe życie Warszawy.

zdjęcia serwis maratomania.pl