5 Poznań Maraton

Do Poznania przyjechałem dzień wcześniej wieczorem. Zarejestrowałem się i poszedłem na pasta-party. Spotkałem Ojlę i wielu znajomych z forum biegajznami. Potem nocleg w Arenie i 10 października stanąłem na starcie maratonu w Poznaniu.

poznan2004Założyłem, że biegnę na zaliczenie. Pierwszy kilometr powoli – na chwilę utknąłem w korku na mostku. Potem przyspieszyłem, biegłem nie równo. Najpierw wzdłuż Malty, potem most starówka i znów most i biegniemy drugiej strony Malty. Ulica Warszawska – długa prosta i do tego lekko pod górę wyprzedzają mnie gąsienice rolkarzy. To ich druga pętla . Skręt w prawo, biegniemy dość pofałdowanym odcinkiem, potem osiedle, kibice – ktoś nas dopinguje bębniąc na garnkach, znowu jakieś górki, agrafka i Malta.

Mijam połówkę. Widzę rolkarzy jak skręcają w stronę mety (ale im dobrze). Mnie czeka jeszcze jedna pętla. Czuję, że pobiegłem trochę za szybko, poprzednie maratony już zaczynają się odzywać. Zaczyna padać, robi się zimno. Zmów stare miasto – kostka brukowa zrobiła się śliska. Znowu most i ul.Warszawska. Czyżby ta górka trochę urosła? Na szczęście wychodzi słonko i zaczyna grzać. Przypominam sobie o tym odcinku za ZOO tam nie było płasko. Jest ciężko, myślę oby do osiedla tam. Od 33 km zwalniam od 5 do 6 min/km chwilami chodzę. Od czterdziestego znowu przyspieszam, za agrafką zaczyna się z górki. Malta, skręcam w prawo, biegnę w stronę mostku, już niema zatoru. Meta, medal, picie … odpoczynek.

Czekam na Ojlę na ławce przy mecie. Widziałem jak wpadła na metę, ale przeoczyłem moment, gdy wyszła ze strefy dla zawodników. Zaczynam jej szukać, trochę to trwa, ale końcu znajduję ją, jak siedzi na torbie przed szatnią, zmęczona, ale szczęśliwa – to był jej debiut.

Przebieramy się, idziemy na obiad. W namiocie zebrała się spora grupka znajomych. Czas mija szybko. Zaczynamy się spieszyć – pociąg nie poczeka. Bardzo spodobał mi się Poznań – jakaś niezwykła atmosfera – nic dziwnego, że przyjechało tylu biegaczy. Myślę, że warto tu wrócić za rok. I tak z planowanych dwóch maratonów zrobiły się cztery, w tym trzy w ciągu siedmiu tygodni. Jestem zadowolony z eksperymentu – było dobrze.

Później na Kabatach inauguracyjny bieg nowego cyklu – Cztery Pory Roku. Sezon zakończyłem startując razem z synem w XVI Biegu Niepodległości w Warszawie.