5 Orlen Warsaw Marathon

Kolejny wiosenny sprawdzian Jak dotąd szło mi lepiej niż sądziłem, dlatego przed maratonem postawiłem sobie poprzeczkę na poziomie 3:15. W 2014 roku na 2 OWM pobiegłem 3:18:44. W zeszłym roku było 3:26:08, ale cel był inny – im226. Koncentrowałem się głównie na rowerze. Teraz na podstawie półmaratonu i dychy wiedziałem, że powinno być dużo lepiej. Jednak kwiecień z wyjątkowym zacięciem pokazał, że potrafi przeplatać. Po naprawdę ciepłym początku zrobiło się zimowo. W poniedziałek nawet padał śnieg, a w Tatrach po intensywnych opadach ogłoszono 4 stopień zagrożenia lawinowego.

Orlen Warsaw Marathon 2017

W piątek 12 km spokojnego rozbiegania i odbiór pakietu. W sobotę pojeździłem trochę na rowerze w trzy pokoleniowej grupie z synem i wnukiem. Było dość chłodno i silny wiatr dawał się nam we znaki. Wieczorem przestudiowałem prognozy pogody. W ciąż nie mogłem się zdecydować, jak się ubrać. Rano lekkie śniadanko i decyzja – zakładam długie leginsy, bezrękawnik,  firmową koszulkę i rękawki.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Tak wyszykowany pobiegłem w rejon startu na spotkanie z resztą grupy „Biegnij z ProServis”. Gdy dotarłem na miejsce zbiórki poczułem, że ubrałem się za ciepło. Zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i postanowiłem, że wrócę do domu się przebrać. Na szczęście to niewiele ponad kilometr, a czasu było sporo. Mina mojej żony, gdy stanąłem w drzwiach – bezcenne. Powiedziałem: „Zimno jest nie che mi się biegać”. Chyba nigdy jej tak nie zaskoczyłem. Po chwili konsternacji zaczęła się śmiać. Przebrałem się, krótkie leginsy, kompresja, koszulka z krótkim rękawem, rękawki. Wracam na start. Gdy wyszedłem, stwierdziłem, że chodnik zrobił się mokry. Podobno przez moment nawet padał grad. Dotruchtałem do ronda, a dalej w miłym towarzystwie doszedłem na start. Miałem jeszcze dobre 15 minut. Przeszedłem do strefy i odnalazłem baloniki z napisem 3:15. Ustawiłem się i czekałem na sygnał od Anity Włodarczyk, która była honorowym starterem. Ruszyłem spokojnie za balonikami. Nim przekroczyliśmy linię startu minęło pół minuty. Po drugiej stronie ulicy w przeciwnym kierunku ruszyli biegnący na dychę. Na próżno starałem się wypatrzeć znajomych.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Mimo tłoku, pomału wchodziliśmy na właściwe tempo. Most Świętokrzyski i pierwszy kilometr – 4:50. Trochę za wolno, ale to nic, jest jeszcze czas by nadrobić. Skręt w lewo i długa prosta do Sanguszki. Jest spory tłum, a dzięki temu wiatru zupełne się nie czuje. Biegnę pilnując baloników. Podbieg, Konwiktorska i mój ulubiony rejon Warszawy. Bardzo lubię klimat Nowego i Starego Miasta, dlatego na treningach czasami biegnę Zakroczymską, Freta, przez Barbakan na Nowomiejską i Rynek, a dalej Świętojańską na plac Zamkowy. Dalej Krakowskie Przedmieście, zbieg Karową i Most Świętokrzyski. Wracam do rzeczywistości.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Obecnie na zawodach trasa musi być szersza, a Bonifraterska i Plac Krasińskich ze swoją kostką też mają urok. Gdy biegłem, przypomniało mi się jak w zeszłym roku wytrzęsło mnie tu na rowerze. Miodowa, Krakowskie, Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży, Aleje Ujazdowskie. Tym razem przypomniały mi się dawne Biegi Niepodległości. Miały klimat. Meta w Wilanowie, szatnie w autobusach. „To se ne wrati, pane Havranek”. Biegnę pilnując baloników. Plac Na Rozdrożu, Aleja Szucha, Plac Unii Lubelskiej, Puławska. Przed nami długa prosta. Wiatr w plecy, słonko przygrzewa. Dziesiąty kilometr 45:58, nieznacznie za szybko. To nic wiem, że powrót będzie pod wiatr. Lubię biec Puławską. Jest szeroko, bezpiecznie i sporo zieleni. Zawsze gdy mijam Warszawiankę mam ogromną ochotę by skręcić i trochę popływać. To fajna trasa, każdy jej fragment budzi jakieś wspomnienia. Bukowińska, tędy jeżdżę do pracy. Rolna i Land, gdzie kupuję wszystko do mojej rafy. Potok Służewiecki, KEN. Tutaj odchodzi Koncertowa, miejsce firmowych treningów.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Dalej KEN, KEN i KEN.  Na wprost, w oddali majaczy Las Kabacki. Kolejna kapela fajnie przygrywa. Jakoś się dłuży. Kolejny punkt z piciem. Jest ciepło. Indiry Gandhi, Jana Rosoła. Basia z pasją dopinguje. Połówka – 1:36:30. Jest półtorej minuty zapasu. Coś te baloniki za mocno podają. Czas im się urwać, bo pewnie zwolnią. Mocny zbieg w stronę Powsina. Przekorna i stara droga do Wilanowa. Znam ten odcinek bardzo dobrze, głównie z treningów rowerowych. Wiem też, że tu na polach rozpędzony wiatr da się nam nieźle we znaki. Teraz będzie wmordewind 🙂

Orlen Warsaw Marathon 2017

Stawka się rozciągnęła. Biegniemy w grupkach po kilka osób. Gdzieś w okolicy 25 km wypatrzyłem Lubomira, trenera grupy ProService. Wypycham biodra. Koncentruję się na technice. Trener patrzy. Czuję, że jest moc. Przybijamy piątkę. To zawsze mobilizuje. Wilanów, Wilanowska i 3 dychy za mną. Teraz walka jest już tylko w głowie. Wyprzedza mnie Zbyszek z teamu „Stare Babice Biegają”. Wygrał M50 w Babicach, ale to jest maraton, próbuję się go przytrzymać. Wiaterek wciąż daje się we znaki. Na szczęście nogi posłusznie pracują. Długa prosta Sobieskiego, zakłócona nieco trójkątem wzdłuż Witosa i Beethovena. To jedyny sposób by bezkolizyjnie przebiec pod trasa Siekierkowską. Pilnuję pleców Zbyszka. Belwederska, Gagarina i Podchorążych. Docieramy do Wisłostrady. Biegniemy pasem wydzielonym płotkami. Wiatr jest tak silny, że na dość długim odcinku powywracał płotki. Wolontariusze walczą by je ponownie poustawiać. Ich praca naprawdę bywa ciężka, a czasem Syzyfowa. Most Łazienkowski, Przedszkole Wnuczka. Wiatr sprawił, że trochę zwolniłem. Zbieram się w sobie i walczę. Przyspieszam, zostały niecałe 4 km. Przebiegam pod Mostem Poniatowskiego. Mijam wyjazd z tunelu. Biegnę na Most Świętokrzyski. Podbieg, niby to żaden podbieg. Znam go dobrze z treningów. Nic wielkiego,  ale to podbieg na 40 km. Daje się jednak we znaki.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Nie wiem już kiedy zgubiłem Zbyszka. W wynikach zobaczę, ze został z tyłu. Skręt na Wybrzeże Szczecińskie, Wiatr wieje w plecy. Już wiem, że plan wykonany. Już nie kalkuluję. Mijam punkt z piciem. Staram się cisnąć do mety. Skręt w lewo. Ostatni podbieg. Ten znam najlepiej. Mam go po drodze zawsze gdy wracam ze ścieżki nad Wisłą. Cisnę. Jeszcze jakieś 300 m. Ostatni zbieg. Zakręt przy rondzie. Długa prosta.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Tłum kibiców przy barierkach. Doping narasta. Nogi robią co mogą. Już ich nie muszę ich kontrolować. Próbuję wypatrzeć małżonkę. To już nie bardzo realne. Tłum gęstnieje. Oczy zachodzą mgłą. Nie wiem, czy ze zmęczenia, czy raczej z radości. Emocje sięgają zenitu. Patrzę na metę. Pomału cyfry robią się wyraźniejsze. 3:12:xx… Kolejne metry, kolejne sekundy. Lubię ten moment, gdy na finiszu skupiam się tylko na czasie. Adrenalina gotuje się w żyłach.
Meta 3:13:35, … 36, … 37

Sprawdzam zegarek. Tam mam czas netto 3:13:03. Ciekawe co będzie w wynikach (tym razem trafiłem co do sekundy). Idę spokojnie, dostaję medal, folię i coś do picia. Zdzwaniam się z żoną i razem pomału wracamy do domu. To tylko trochę ponad kilometr. Warto rozchodzić. Uspokoić organizm. Wyciszyć emocje. Ten rok jak na razie dobrze mi służy. Później sprawdziłem wyniki. Zegarek nie kłamał. Po przeliczeniu wyszło, że druga połówka była tym razem wolniejsza od pierwszej o 3 sekundy. Ech ten wiatr. W zeszłym roku było równiutko co do sekundy.

Orlen Warsaw Marathon 2017

Za mną kolejny fajny maraton. Mój trzydziesty piąty. Nie mam przekonania jak liczyć maratony i biegi ultra. Niektórzy liczą łącznie. Tak zakładając należy dodać dwa maratony z triathlonu (im226) oraz 23 biegi ultra to będzie tego w sumie 60. Tym razem było dość mocno. To mój czwarty czas w historii. Najlepszy od 2008. Mój „The Best Of M50” 🙂

zdjęcia z biegu serwis FotoMaraton.pl