24 Maraton Wrocławski

Wrocław będę wspominał bardzo miło. Byłem pod troskliwą opieką Kasi i Darka Sidorów, poznałem nowych znajomych (dotychczas znanych z internetu) i spotkałem wielu starych.

Organizacja maratonu dobra. Sprawnie funkcjonujące biuro, szatnia, punkty odświeżania. Na szczęście to już staje się standardem. Brak bananów mnie akurat nie przeszkadzał, ale dla tych, co biegną dłużej niż cztery godziny to mógł być problem. Nie podoba mi się też pomysł z wręczaniem gąbki przed startem na całą trasę. Wiem, że wiele maratonów to praktykuje, ale dla mnie jest to niewygodne.

Już pod koniec marca wiosna zapanowała na dobre. Dni robiły się coraz cieplejsze. W Prima Aprilis wystartowałem po raz pierwszy w tegorocznej edycji Grand Prix Warszawy na Kabatach (to był drugi bieg z cyklu). Pogoda spłatała niezłego figla i biegaliśmy w błocie po pas. Kolejna edycja Grand Prix Warszawy odbyła się 18 kwietnia przy pięknej pogodzie, w bardzo korzystnych warunkach. Zaowocowało to sporą ilością życiówek na trasie. Mnie też się udało z czasem 38:59.

Dużym plusem były listy wyników i drukowanie dyplomów od ręki tuż po ukończeniu biegu, a już prawdziwą jak na nasze warunki rewelacją pojawiające się bardzo szybko wyniki w internecie. Z uwagi na remonty ulic trasa została nieco zmodyfikowana, ale nie miało to wpływu na komfort biegu. W innym miejscu rynku znajdował się start i meta półmaratonu.

photo26Wypoczęty i zrelaksowany na linii startu stanąłem w bojowym nastroju. Pogoda była dobra, kilkanaście stopni, zachmurzenie duże, a godzinę przed startem spadł deszcz i powietrze zrobiło się rześkie. Ustawiłem się dość blisko, niedaleko tabliczki z napisem 2:30.

Strzał startera i już po 9 sekundach przekroczyłem linię startu. Ruszyliśmy grupą w sumie dość mocno. Na Starówce było jeszcze ciasno, ale na mostach można już było biec swobodnie.

Pierwszy kilometr dobrze 4:11 – tylko, że ja spojrzałem na czas brutto – 4:20 i uznałem, że trzeba przyspieszyć. Drugi kilometr 4:03. Zwolniłem, zbyt mocno 4:24, bałem się szarpnąć i lekko przyspieszyłem wyszło 4:22. Przyspieszyłem mocniej, biegłem bardzo nierówno. Piąty kilometr wyszedł 3:46, ale to chyba niemożliwe, któryś musiał być źle ustawiony. Pierwszą bardzo szarpaną piątkę zamknąłem czasem 20:46 – za szybko o dobre 30 sekund. Trasa opuściła centrum miasta i biegliśmy malowniczymi uliczkami wśród domków jednorodzinnych z ogródkami. Wyraźnie widać, że w te rejony wiosna zawitała wcześniej. W Warszawie jeszcze nie ma takiego mnóstwa soczystej zieleni. Gdzieniegdzie pojawiły się pierwsze kwiaty.

Kolejna piątka lepiej spokojniejsza i bardziej wyrównana, ale trochę za wolna. Czas na 10km dobry 42:11. Następna piątka znów zbyt wolna 21:44. Na 15km 10 sekund straty do planu.

photo384Trasa wraca do centrum miasta. Szersze ulice, wyższe domy. W międzyczasie wyprzedza mnie Bogdan. Staram się za nim trzymać i próbuję delikatnie przyspieszyć, ale boję się by nie szarpnąć. Czuję, że zbyt ciężko mi się biegnie, oczywiście nie jest źle, ale wiem, że powinienem przyspieszyć i wytrzymać jeszcze dwadzieścia parę kilometrów. Zaczynam się zastanawiać, czy nie wybrać bramki numer 2 i pojechać do Krakowa.

Zbliżamy się do Odry, kolejny most i ulice Starówki. Rynek i podwójna brama. Metry mijają szybko, a mnie trudno się zdecydować na wybór łatwiejszej drogi. Nie jest tak źle, czas 1:30:26. Nic nie boli głupio skończyć tylko dlatego, że czuję się bardziej zmęczony niż na połówce w Warszawie. Przyspieszam, przynajmniej tak mi się wydaje. 22km w 4:04 (dopiero analizując wyniki uświadomiłem sobie, że on miał o 97m mniej). Zwalniam 4:19, próbuję przyspieszyć, nie wychodzi. Robi się kiepsko. Wiem, że zmniejsza się długość kroku, zaczyna boleć czworogłowy. 25km w 4:40, strata ponad półtorej minuty do planu jest już nie do odrobienia. Odpuszczam. Krok krótki, ale mięsień przestał dokuczać. Przyspieszam 27km w 4:30 – nie potrzebnie, pojawiają się skurcze. Przez chwile idę. 4:51, 4:54. Robi się lepiej. Znów zbyt mocno przyspieszam – 4:35. Trzydziesty kilometr, czas 2:11:30. Pojawia się myśl – wystarczy 12km pobiec w godzinę i będzie życiówka.

zd1a000Tempo spada, od 33km już nie potrafię biec 5:00, trochę brakuje woli walki. Noga dokucza, skracam krok, przyspieszanie nie wychodzi, a szarpanie męczy. 35km, rezygnuję z dalszej walki. Chwilami wychodzi słońce. Zaczynam chodzić. Oglądam miasto. Mijają mnie kolejni zawodnicy, próbują motywować. Poruszam się równo, spokojnie prawie 6min/km. Noga nie dokucza. Czuję jak wracają siły. Przegapiam tablice z kilometrami, zupełnie się zdekoncentrowałem. Zbliżam się do Starówki. Z daleka widzę jak uśmiechnięta Agaben pracuje w roli niezmordowanego fotoreportera biegajznami.pl Jeszcze jeden zakręt, ostatnia prosta, rynek i meta. Ostatnie 200m to znów nieco lepsze tempo. Nie walczę, sekundy już nie mają dla mnie znaczenia, ale trzeba jakoś wyglądać.

zd5a001Za metą przywitała mnie Kasia, po chwili pojawił się Darek. Fajnie mieć taką opiekę. Szkoda, że nie dałem rady, ale to dopiero pierwsze podejście, o 3:15 walczyłem dwa lata.

W między czasie przyszedł solidniejszy deszcz. Czas leciał bardzo szybko. Rozmowy, wymiana wrażeń, piwo w Spiżu i powrót do domu.

Z wyniku nie jestem zadowolony. Czas 3:18:15 (3:18:24 brutto) daleki jest od oczekiwań. Warunki miałem bardzo dobre, byłem wypoczęty, pogoda była dobra.

Z drugiej strony, nie jest źle. To mój trzeci wynik w maratonie, tylko niecałą minutę gorszy od życiówki, którą miałem jeszcze rok temu i 5 min od aktualnej z jesieni. Do 35km był to mój najszybszy maraton, ale jak wszyscy wiemy maraton zaczyna się po 35km. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno uznać start za całkiem nieudany. Jest kolejne doświadczenie. Trzeba jeszcze trochę popracować i na jesieni spróbować znowu.

Wszak nie oto chodzi by złapać króliczka … (on i tak zawsze ucieka i to coraz szybciej).

zdjęcia: www.maratonypolskie.pl i Wojciech Nowak