26 Maraton Warszawski

Kolejne treningi i mój pierwszy dystans ultra. Nie były to zawody tylko organizowana przez Lechitów wspólna wycieczka biegowa z Zielonki do Kamieńczyka, na działkę do Munka. Jak zawsze u Lechitów, każdy mógł pokonać trasę tak jak chciał. Można było pobiec całość lub wybrać różnej długości odcinki pomiędzy punktami w których jadący samochodami czekali na nas, dzięki czemu mieliśmy ruchome punkty odżywiania. Można było pojechać na rowerze. Część osób na zmianę biegła lub podjeżdżała samochodami. Ja postanowiłem pokonać biegiem całą trasę. Było gorąco. W pewnym miejscu trochę pobłądziliśmy i sumie wyszło ok 50 km. We wrześniu startowałem w Grand Prix Warszawy i Czterech Porach Roku w Lesie Kabackim. Udało mi się po raz pierwszy na tej trasie złamać barierę 40 minut.  Wystartowałem też po raz drugi w Biegu Lechitów w Zielonce. Tym razem nie miałem już problemów z pokonaniem pełnego 20 km dystansu.

Bieg Lechitów w Zielonce
Bieg Lechitów w Zielonce

Nadszedł 19 września, mój drugi start w maratonie w Warszawie. Wiedziałem, że życiówki z Wiednia nie poprawię. Postawiłem bardziej na ilość. Podobało mi się bieganie długich dystansów i częste starty. To nie szło w parze z szybkością.

Bieg Lechitów w Zielonce
Bieg Lechitów w Zielonce

Stanąłem na starcie z założeniem ostrożnego, spokojnego biegu. Nie chciałem popełnić błędu z Białegostoku. Jednak to moje miasto, tu debiutowałem. Na trasie było wielu znajomych, wśród nich koledzy z Zielonki. Atmosfera była świetna. Znakomity doping, co chwilę spotykałem Fredzia z megafonem, a od czasu do czasu tajemniczych rowerzystów, którzy okazali się Renatą i Darkiem.

To niosło. Pierwszą dziesiątkę mocno przesadziłem. Nieznacznie ponad 44 minuty. Było dość ciepło. Dwadzieścia kilometrów pokonałem w nieco ponad półtorej godziny. Przy Trasie Łazienkowskiej czekała na mnie żona z synem. Tempo spadało. Na odcinku do Wilanowa miałem spory kryzys. Udało mi się go przezwyciężyć, gdy dogoniłem Bogdana. Druga dwudziestka była wolniejsza o blisko 8 minut.

Ostatnie dwa kilometry starałem się cisnąć. Pomimo, że podbieg na Agrykolę wydał mi się dużo krótszy i mniej stromy niż w zeszłym roku biegłem wolniej niż 5 min/km . Na metę wpadłem z czasem 3:20:02. Czekała Marzenka z Bartkiem.

Maraton Warszawski - Agrykola
Maraton Warszawski- Agrykola

Szybko doszedłem do siebie i postanowiłem spróbować jeszcze raz. Byłem bardzo ciekaw jak zniosę kolejny maraton w tak krótkim okresie. Zapisałem się na maraton w Poznaniu.